Klimuszko i jego przypadek

Już jako uczeń szkoły podstawowej zauważył Klimuszko w sobie jakiś dziwny instynkt odróżniania roślin leczniczych od trujących zaczął w ten sposób dopomagać ludziom chorym. Zauważył też zdolność przewidywania pewnych wydarzeń, jakie miały zaistnieć w jego szkolnym życiu. Z góry na przykład wiedział, kiedy dostanie zły, a kiedy dobry stopień, kiedy będzie klasówka i temu podobne codzienne zdarzenia. Początkowo tłumaczył to sobie nadwrażliwością nerwów. W nadprzyrodzone zdolności swoje uwierzył dopiero w klasie piątej gimnazjalnej, kiedy to pewnego dnia ni z tego, ni z owego stanął mu przed oczami jak żywy i najzupeł- niej realny obraz pogrzebu koleżanki szkolnej. Ona tymczasem przebywała na drugim krańcu Polski. W parę dni potem nadeszło potwierdzenie jej śmierci. Ten niezwykły fakt kompletnie go oszołomił. Uwierzył w nadprzyrodzoność tego zjawiska. Odtąd zaczęły się sypać podobne wydarzenia jedno po drugim, zwłaszcza że warunki okupacji niemieckiej sprzyjały niesamowitościom. Szczególnie zapamiętał on pewną podróż pociągiem natłoczonym po brzegi. W zatłoczonym wagonie znalazł zupełnie pusty przedział. Nie zastanawiał się. Jakaś niewidzialna siła usadowiła go tam. Na najbliższej stacji hitlerowcy przeprowadzili łapankę mężczyzn – pasażerów. Jego nikt nie ruszył. Jakiś esesman próbował przekroczyć próg jego przedziału, ale dziwnie za każdym razem wycofywał się.

czytaj więcej

Profesor Niehens i jego praca

Niezależność komórek wykazał też bardzo ciekawym eksperymentem Aleksy Carell. Potrafił on przechować w stanie aktywnym serce kurczęcia przez 6 ptasich pokoleń, czyli przez 25 lat. Serce zachowało wszystkie cechy młodości. Carell, też jako pierwszy, zaobserwował uzdrawiający wpływ komórki zdrowej na zespoloną z nią sztucznie komórkę chorą. Zamierająca tkanka pod wpływem świeżego bodźca nagle odżywała.

czytaj więcej

KREW I GRUCZOŁY CZ. II

Wojna porywa dr. J.S. na Zachód. Pracuje w PCK, jest członkiem Rady Narodowej państwa. Pochłaniają go sprawy społeczno-polityczne. Wojna się kończy i dr J.S. osiada w Londynie. Bierze się po dawnemu do medycyny praktycznej. Wgryza się w nią po swojemu, do głębi, ze zrozumieniem i ciekawością odkrywcy, bada od podstaw biologię i fizjologię. Goni, oczywiście, przede wszystkim myślą, ku profesorowi Pawłowi Niehensowi. Zetknął się z nim na terenie Szwajcarii i odtąd jest z nim w bliskim kontakcie. Kim jest ten profesor Niehens? Gdybym pisał książkę dla Zachodu, nie potrzebowałbym tego wyjaśniać. U nas nie zawadzi w paru słowach o tym profesorze także wspomnieć. Był Szwajcarem i tam też pracował. Piszę w czasie przeszłym, gdyż światły ten, światowej sławy lekarz, zmarł przed kilku laty. Prace swoje oparł on na doświadczeniach profesorów Virchowa i Catlego. Jak Kopernik jednym pociągnięciem pióra przekreślił superiorat ziemi, sprowadzając ją do podrzędnej roli jednej z planet wszechświata, tak profesor Virchow zdeklasował wielkość człowieka dowodząc, że jest on li tylko nikczemnym zlepkiem czterdziestu trylionów samostanowiących komórek, z których każda żyje swoim własnym niepodległym życiem i od dobrobytu ich zależy los wielkiego Homo sapiens. Ba, nawet mózg ludzki, ten ośrodek naszej mądrości, jest niczym innym jak tylko galaretowatą masą dwunastu tysięcy milionów komórek neutronowych, będących w stałym napięciu elektrycznym. Napięcie to da się wykryć skonstruowanym ostatnio aparatem, elektroencefalografem. Wyczuwa on najlżejsze drgania swoimi elektrodami, umieszczonymi w różnych punktach na czaszce.

czytaj więcej

Temat radiestezji cz. II

Jak już ustaliliśmy, według radiestezji każdy pierwiastek i każda bakteria lub drobina wytwarza swoisty związek promieniotwórczy z otoczeniem, jest to tak zwane podstawowe, czyli fundamentalne promieniowanie. Niestety, nie da się opracować i zanotować tych stałych cyfr, są one różne dla każdego badacza i odpowiadają tylko jego indywidualnemu biomagnetycznemu ładunkowi. Na tym właśnie polega trudność kontroli naukowej radiestezyjnych osiągnięć. Niczego się tu nie da uogólnić ani udokumentować, dlatego właśnie radiestezja musi pozostać w sferze niepoważnych argumentacji.

czytaj więcej

Jaką drogą dostarczyć organizmowi niezbędnych kolorów?

Dr Ponza wprowadził w swojej klinice psychiatrycznej kolorowe sale (malowane ściany i barwne szyby). W związku z tym zanotował mnóstwo ciekawych przypadków uleczenia lub poprawienia stanu chorobowego. Jeden z pacjentów, milczący neurastenik, po trzech godzinach pobytu w pokoju czerwonym stał się wesoły i gadatliwy. Inny furiat, odziany w koszulę wariata, po spędzeniu jednej tylko nocy w sali fioletowej uspokoił się zupełnie i nazajutrz został odesłany do domu. Wpływ kolorów na żywotność różnych drobnych organizmów był badany laboratoryjnie przez dr Marię Chrapowicz w Stanach Zjednoczonych. Badała ona algi, bakterie i różne pasożyty.

czytaj więcej

BARWY OCZU I DUSZY CZ. III

Przyczyną zabarwień p.ierścieniowatych dokoła tęczówki na granicy z białkówką jest zwykle zatrucie lekami, tytoniem lub produktami moczu w chronicznych stanach chorobowych. Te obwódki mgliste, żółte i ,,brudne” łatwo zauważyć.

czytaj więcej

Dwanaście soli dr. Schuesslera

Prócz mnie przyjmuje jeszcze lek Pana Doktora – siedem osób z personelu lekarskiego […] postanowiłem wykorzystać ten lek dla swoich chorych rakowych, będących w stanie beznadziejnym. Nic jeszcze pewnego nie mogę powiedzieć, jednak w dwóch przypadkach chorych rakowych po operacji żołądka i z guzem w mózgu zaznaczyła się poprawa także w dwóch wypadkach owrzodzenia żołądka z piętnastoletnim cierpieniem stwierdziłem znakomitą poprawę. Badania swoje będę prowadził nadal”. Takich listów z pozytywną opinią napływa coraz więcej, a oto jeden z nich z nieco innej dziedziny:

czytaj więcej

SOLE – CZY TYLKO SOLE? CZ. III

Cale. sulph. mieści się w naskórku i chroni przed zakażeniem. Brak tej soli powoduje przede wszystkim trudne gojenie się ran, przedłużające się ropienie ból głowy otaczający, a szczególnie – czoło zawroty głowy i nudności przy nagłych ruchach głowy wypadanie włosów wrzo- dzianki na twarzy, szczególnie u młodzieńców.

czytaj więcej

PŁATKI KWIETNE CZ. III

Dr Bach był filozofem, twierdził, że w każdym organizmie siła życiowa wibruje – wibracja chorobowa winna być zastąpiona wibracją zdrowia, najpierw w psychice, następnie w ciele fizycznym. „Umieć żyć teraźniejszością, to znaczy żyć w pełni” – zwykł on powtarzać. Wszelkie kłopoty przeszłości nie są warte pamięci, mają one znaczenie wówczas jedynie, gdy stają się przykładem, jak nie powinniśmy postępować w przyszłości. Jakże wielu z nas cierpi na samo- oskarżanie się, co sprowadza smutek i rozgoryczenie, a w następstwie depresyjną rezygnację.

czytaj więcej

PŁATKI KWIETNE CZ. II

Na podstawie dwudziestoletnich osobistych doświadczeń z pacjentami w praktyce przy ulicy Harley, a także jako konsultant wielu szpitali londyńskich, dr E. Bach wyodrębnił 38 podstawowych, negatywnych neuropsychicznych symptomów, które z kolei ulokował w siedmiu grupach, a to:

czytaj więcej

Wodolecznictwo

Osiągnięcia dr. Żniniewicza w dziedzinie wodolecznictwa uważam za szczytowe i najbardziej naukowo podbudowane, ale skoro poświęciliśmy jego metodzie tyle uwagi, musimy powiedzieć parę słów o wodolecznictwie w ogóle i kto na tę myśl nas pierwszy naprowadził. Pruderia chrześcijańskiej moralistyki przez długi, bardzo długi czas paraliżowała kontakt ciała z wodą. Mycie twarzy jedynie i rąk pokutuje do dziś szczególnie po wsiach, łazienka w domu to luksus. Projektanci nowoczesnych domów w Polsce do dziś nie uwzględniają potrzeby łazienki. Jest to obiekt nie pierwszej potrzeby. W pojęciu wieśniaka nie brud, tylko zimna woda i przeciąg stanowią niebezpieczeństwo dla zdrowia. Dlatego zwykły na pozór i niewart uwagi „wynalazek” stał się odkryciem epokowym, a nazwisko jego twórcy przeszło do historii. Oto mało wykształcony wieśniak niemiecki, prosty sobie człowiek, podziurawił dno wiaderka, zawiesił je nad głową pełne wody i zachęcał sąsiadów, by jak najszybciej szli jego śladem. I rzeczywiście, po dziś dzień cały świat naśladuje tego wieśniaka, Wincentego Priessnitza. Obserwując samego siebie, Priessnitz powymyślał rozmaite lecznicze metody stosowania wody, nie tylko z wiaderka, ale i z kompresów. Oto najpopularniejszy z nich, zwany obwijaniem. Kładło się pacjenta (po przeczyszczeniu kiszek i pęcherza!) na ławę, owijało się go mokrym ręcznikiem, później na to warstwą pokrzywy i dopiero dookoła grubym, nasiąkniętym wodą kocem. Dłonie i stopy obwijało się sucho i ciepło, do picia dawano gorącą herbatę z miodem. Kuracja trwała pół godziny. Priessnitz miał wielu uczniów, a działo się to na przełomie XVIII i XIX w. Metody Priessnitza znacznie ulepszył i nadał wodolecznictwu podstawy logiczno-nauko- we ksiądz Sebastian Kneipp (1821-1897). Jeszcze jako student zapadł on na poważną chroniczną chorobę płuc z prognozą fatalną (najpewniej była to gruźlica), ale zamiast leżeć w dusznym pokoju ze szczelnie zamkniętymi okiennicami, jak to zalecił lekarz, Kneipp codziennie i regularnie zanurzał się w lodowato zimnej wodzie i rozgrzewał się następnie gimnastyką. To postawiło go na nogi i nie tylko jego, ale postawiło na nogi cały świat, gdyż metodę przejęli inni. Odtąd pastor Kneipp oddal się całkowicie studiom nad działaniem wody na organizm i na podstawie własnych doświadczeń opracował system postępowania leczniczego, który cieszył się takim powodzeniem, że z górą 20 000 pacjentów zjeżdżało się co roku do jego wsi Wórishofen, a po jego śmierci zaczęły się ukazywać, jedna po drugiej, różne prace kontynuatorów dzieła Kneippa. Do dziś sławy nikt Kneippowi jeszcze nie odebrał.

czytaj więcej

Odkrycie dr. Fitzgeralda

Nie tylko w Chinach należy szukać wpływów akupunktury oto w Stanach Zjednoczonych już w roku 1913 dr med. William H. Fitzgerald doszedł do przekonania, że drogą lokalnego ucisku kciuka przy zwykłym masażu możemy oddziaływać na bardzo odległe narządy i że każdy narząd ma swój specyficzny punkt i swoją własną drogę komunikacji z tym punktem. Dr Fitzgerald na podstawie własnych obserwacji ustalił 10 wzdłużnych linii komunikacyjnych, biegnących od palców nóg ku wierzchołkowi głowy. Tak więc otrzymujemy 5 linii z każdej strony ciała, czyli razem 10. Prócz tego 5 linii biegnie od palców dłoni także na każdej połówce ciała. Mamy więc razem 20 dróg refleksowych w człowieku.

czytaj więcej

Chaotyczne zatłoczenie prywatnych mieszkań

Prócz tego notuje się przypływ ponad 600 000 pątników religijnych dziennie i co najmniej tyleż zwykłych turystów. Czeka na nich zaledwie 50 000 łóżek hotelowych. Można więc sobie wyobrazić niepokój władz administracyjnych, no i chaotyczne zatłoczenie prywatnych mieszkań. To wszystko stwierdzono w owej paryskiej dyskusji telewizyjnej, ale niewiele ona wniosła nowego. Jak przed nią, tak i po niej nikt nie potrafił wyjaśnić tej przeogromnej siły hipnotycznej czy magnetycznej, która przyciąga milionowe rzesze wiernych i niewiernych do tego małego, najzupełniej zwyczajnego, szarego i skromnego francuskiego miasteczka. Należy podejść do tej sprawy obiektywnie i krytycznie, bez uprzedzeń i kompleksów. Sam fakt jest niezaprzeczalny i nie zdołają go przekreślić żadne materializmy ani ate- izmy. Trzeba jedynie znaleźć konkretną i przekonującą przyczynę, skąd się to bierze! Wiara, histeria, autosugestia, wpływ promieniowania gleby, napięcie atmosfery powietrznej, siły ponadzmysłowe? Lourdes zostało wzięte przeze mnie jako najlepszy przykład geograficznej koncentracji „cudów”, ale podobnych miejscowości mamy wiele, a ostatnio na pierwszy plan wysunęły się Filipiny. Tak więc problem ten nabiera „neutralnych” barw. Czym należy tłumaczyć takie lokalizacje paralecznictwa? Świat czeka na odpowiedź. Czeka długo i cierpliwie. Zanim wyjaśnienie nastąpi, nie wolno pluć sarkazmem, nie wolno zjawiska kwitować wzgardliwym ruchem ramion. Miejmy nadzieję, że przy dzisiejszym zawrotnym tempie wynalazczości i ta dziedzina nie zostanie pominięta. Pociesza nas, że zainteresowanie psychotroniką jest coraz większe, a przecież chyba te „cuda” do psychotroniki zaliczyć należy.

czytaj więcej