Daily Archives 11/18/2015

Czesław Klimuszko – opis cz. II

Mówiąc o swojej pracy Czesław Klimuszko stwierdził, że trafność jasnowidzenia zależy w wielkim stopniu od atmosfery zgromadzenia. Jeżeli wśród zebranych jest osoba złośliwie nastawiona, eksperyment zazwyczaj się nie udaje. Także fotografia jeżeli była noszona przez cząs dłuższy w czyjejś kieszeni, traci na przejrzystości, przesiąka cechami nosiciela. Z obserwacji Klimuszki też wynika, że siła parapsychiczna nie jest zależna od wieku jasnowidza, natomiast osłabia się przy dłuższym niekorzystaniu z niej systematyczna praca wyostrza widzenie.

czytaj więcej

Informacje o radiestezji

W wieku XX odkrycie elektromagnetycznych pól oraz radioaktywności kieruje myśl na nowe tory. Dociekania za pomocą pendulum otrzymują odtąd nazwę radiestezji. Na czoło wysuwa się teoria o promieniowaniu gleby i oddziaływaniu tych promieni na biomagnetyczny ładunek żywego organizmu. W związku z tym powstają przeróżne instrumenty pokrewne różdżce, np.: „fonendoskop” albo „hydroskop” Kocha, „automatyczny wykrywacz oleju i wody” Manfielda, „wskaźnik podziemnych źródeł” Magera, „aparat ziemnych promieni” Mermeta itd. Wartość tych wszystkich różdżkarskich namiastek okazała się wielce problematyczna. Fakt jednak pozostał faktem: różdżka lub pendulum przechodzące ponad źródłem wody albo nad sztucznym wodociągiem, nad zwojami elektrycznych drutów, nad podziemnymi grotami lub złożami minerałów, a nawet nad starymi fundamentami budynków reaguje jakimś określonym ruchem. Reakcja ta słabnie proporcjonalnie do głębokości znaleziska. Bardzo ciekawe obserwacje poczyniono ostatnio w świecie zwierzęcym. Dziedzina ta wymaga jeszcze dokładniejszych i bardziej sprecyzowanych badań. To co udało się dotychczas zanotować, nie zostało dostatecznie udokumentowane i musi pozostać w sferze hipotez. Na przykład zauważono, że bydło unika paszy w najbliższym rejonie różdżkarskiej reakcji, ale trawa zebrana z tych samych miejsc i podana w oborze smakuje. Pszczoły na odwrót, składają wiecej miodu w strefie różdżkarskiej aniżeli w obojętnej. Jeśli natomiast pod kurnikiem przebiega strumień podskórnej wody, ptactwo źle się hoduje i nie sypia po nocach. O szkodliwym wpływie stref różdżkarskich na organizm ludzki traktuje mnóstwo publikacji. Niektórzy utrzymują, że jednym z powodów, a nawet może jedynym powodem powstania i rozwoju raka jest właśnie niewłaściwe promieniowanie gleby pod stałym miejscem zamieszkania. Niejaki von Pohl w mieście Vilsibury (RFN) przeprowadził skrupulatną statystykę i udowodnił, że dosłownie wszystkie przypadki kliniczne nowotworów pochodzą z tak zwanych domów nowotworowych. Długotrwałe zamieszkiwanie w nich powoduje zachorowanie. Wspominany kilkakrotnie inżynier Lachowski ujmuje tę sprawę bardzo śmiało i wyraźnie twierdząc, że budynki postawione na podłożu gliniastym albo marglu, czyli glebie będącej łatwym przewodnikiem, stwarzają największe niebezpieczeństwo, zaś gleba piaszczysta nie jest na ogół przyczyną raka. Niestety, żeby uznać to twierdzenie za pewnik, musielibyśmy poddać dokładnej obserwacji parę dzielnic miasta, co praktycznie jest bardzo trudne do przeprowadzenia. Jedno jest zupełnie pewne: pomiędzy glebą a żywym organizmem może zachodzić szkodliwy lub korzystny związek, ale ścisła analiza tego związku możliwa byłaby jedynie przy ścisłej współpracy kliniki lekarskiej z laboratorium geologicznym. Nie ulega wątpliwości, że wszystkie choroby natury nerwicowej, np.: bezsenność, apatia, neurastenia, reumatyzm, astma, bóle głowy czy też krzyża, nudności, a nawet… gruźlica wykazują zależność od warunków klimatyczno-ge- ologicznych. To, że inni ludzie mogą spać w tychże „niezdrowych” strefach, nie obala bynajmniej teorii, nie każdy bowiem jest jednakowo wrażliwy. Znane są przypadki, kiedy po zmianie mieszkania, a nawet tylko pokoju albo łóżka polepsza lub pogarsza się stan zdrowia. Nie zależy to jedynie od zmiany temperatury czy wilgotności. Tkwi w tym inny, jakiś dotąd nie wykryty czynnik. Astrofizyka odrzuca hipotezę promieniotwórczości, wysuwając na to miejsce pola elektromagnetyczne. Zachodzi zgodność tych pól albo wrogość. W każdym razie największe pozorne absurdy i „magiczne” sztuczki radiestezji dziś nie są już odrzucane a priori, tylko brane pod ostrożną, wnikliwą rozwagę, a nawet na tejże zasadzie pól elektromagnetycznych wynaleziony został aparat-sonda do wykrywania źródeł wody. Nasz rodak, dr medycyny Janczarski, prowadzi pierwsze doświadczenia swego wynalazku. Powoli zbliżają się wzajemnie: realistyczna nauka i czarodziejska radiestezja. Na Zachodzie istnieje już „radioniczny” komputer pod nazwą: „Ra- dionic Analytic Computer Movk II” – stawia on cudowne diagnozy, wykrywa wirusy itp., ale oczywiście potrzebuje stałego dotknięcia różdżkarza, jako głównego tajemnego akumulatora. Bez niego ani rusz.

czytaj więcej

Cudy medycyny chińskiej

Z punktu widzenia naszej wiedzy lekarskiej wszystko, co powiedziano przed chwilą, nie znajduje logicznego ani anatomicznego, ani fizjologicznego uzasadnienia. Dla europejskiego lekarza musi wydać się tc robotą znachorską lub zwykłą sugestywną imaginacją. Rzeczywiście, te wszystkie zabiegi najskuteczniej działają przy zaburzeniach funkcjonalnych, jak: psychoza, neurastenia, wszelkie newralgie, astmy, gastroenterity, artretyzmy, reumatyzmy, pokrwoto- czne anemie i… epilepsje. Bo, doprawdy, jakże się tu nie uśmiechać krytycznie wobec leczenia, dajmy na to, bólu głowy nakłuciem… nadgarstka albo stopy?

czytaj więcej

Uniwersalne środki roślinne

Hahnemann głosił, że to, co nazywamy chorobą, jest tylko załamaniem się psychicznym, chwilowym osłabieniem odporności pod wpływem jakiegoś błędu w normalnym biegu życia. Tym błędem może być w równej mierze przeziębienie lub przejedzenie się, jak i szok nerwowy, niepokój, wyczerpanie. Z momentem, gdy napięcie siły życiowej (vigor) osłabło, wiele czynników wrogich podniosło głowy i ruszyło do ataku. Bakterie, które normalnie nosimy w sobie, teraz nagle stają się jadowite, gruczoły przestają pracować, nerki przestają filtrować. I rzeczą najważniejszą dla lekarza ho- meopaty staje się wykrycie tego najpierwotniejszego powodu załamania się organizmu, a nie leczenie symptomów. Przy trafnym zastosowaniu leku wystarczy jego najmniejsza drobina. Zwykle przyjętą dotychczas dozę lekarstwa rozcieńczano teraz stokrotnie, a przy podawaniu pacjentowi jeszcze raz rozcieńczano. Utarło się przekonanie, że korzystniej jest podawać leki w małej koncentracji, ale częściej, niż większą dawką jednorazowo. Wszystkie eksperymenty Hahnemann wypróbował najpierw na sobie. Zasadą jego było, że chorobę należy przestudiować i zrozumieć, a nie tylko zwalczać. Trzeba leczyć pacjenta, a nie tylko jego chorobę. W ostatnich latach społeczeństwo, zmęczone wielce skomplikowanymi receptami alopatii, zwraca zdaje się wzrok do bardziej logicznej i prostej homeopatii.

czytaj więcej