Monthly Archives Listopad 2015

Czesław Klimuszko – opis cz. II

Mówiąc o swojej pracy Czesław Klimuszko stwierdził, że trafność jasnowidzenia zależy w wielkim stopniu od atmosfery zgromadzenia. Jeżeli wśród zebranych jest osoba złośliwie nastawiona, eksperyment zazwyczaj się nie udaje. Także fotografia jeżeli była noszona przez cząs dłuższy w czyjejś kieszeni, traci na przejrzystości, przesiąka cechami nosiciela. Z obserwacji Klimuszki też wynika, że siła parapsychiczna nie jest zależna od wieku jasnowidza, natomiast osłabia się przy dłuższym niekorzystaniu z niej systematyczna praca wyostrza widzenie.

czytaj więcej

Informacje o radiestezji

W wieku XX odkrycie elektromagnetycznych pól oraz radioaktywności kieruje myśl na nowe tory. Dociekania za pomocą pendulum otrzymują odtąd nazwę radiestezji. Na czoło wysuwa się teoria o promieniowaniu gleby i oddziaływaniu tych promieni na biomagnetyczny ładunek żywego organizmu. W związku z tym powstają przeróżne instrumenty pokrewne różdżce, np.: „fonendoskop” albo „hydroskop” Kocha, „automatyczny wykrywacz oleju i wody” Manfielda, „wskaźnik podziemnych źródeł” Magera, „aparat ziemnych promieni” Mermeta itd. Wartość tych wszystkich różdżkarskich namiastek okazała się wielce problematyczna. Fakt jednak pozostał faktem: różdżka lub pendulum przechodzące ponad źródłem wody albo nad sztucznym wodociągiem, nad zwojami elektrycznych drutów, nad podziemnymi grotami lub złożami minerałów, a nawet nad starymi fundamentami budynków reaguje jakimś określonym ruchem. Reakcja ta słabnie proporcjonalnie do głębokości znaleziska. Bardzo ciekawe obserwacje poczyniono ostatnio w świecie zwierzęcym. Dziedzina ta wymaga jeszcze dokładniejszych i bardziej sprecyzowanych badań. To co udało się dotychczas zanotować, nie zostało dostatecznie udokumentowane i musi pozostać w sferze hipotez. Na przykład zauważono, że bydło unika paszy w najbliższym rejonie różdżkarskiej reakcji, ale trawa zebrana z tych samych miejsc i podana w oborze smakuje. Pszczoły na odwrót, składają wiecej miodu w strefie różdżkarskiej aniżeli w obojętnej. Jeśli natomiast pod kurnikiem przebiega strumień podskórnej wody, ptactwo źle się hoduje i nie sypia po nocach. O szkodliwym wpływie stref różdżkarskich na organizm ludzki traktuje mnóstwo publikacji. Niektórzy utrzymują, że jednym z powodów, a nawet może jedynym powodem powstania i rozwoju raka jest właśnie niewłaściwe promieniowanie gleby pod stałym miejscem zamieszkania. Niejaki von Pohl w mieście Vilsibury (RFN) przeprowadził skrupulatną statystykę i udowodnił, że dosłownie wszystkie przypadki kliniczne nowotworów pochodzą z tak zwanych domów nowotworowych. Długotrwałe zamieszkiwanie w nich powoduje zachorowanie. Wspominany kilkakrotnie inżynier Lachowski ujmuje tę sprawę bardzo śmiało i wyraźnie twierdząc, że budynki postawione na podłożu gliniastym albo marglu, czyli glebie będącej łatwym przewodnikiem, stwarzają największe niebezpieczeństwo, zaś gleba piaszczysta nie jest na ogół przyczyną raka. Niestety, żeby uznać to twierdzenie za pewnik, musielibyśmy poddać dokładnej obserwacji parę dzielnic miasta, co praktycznie jest bardzo trudne do przeprowadzenia. Jedno jest zupełnie pewne: pomiędzy glebą a żywym organizmem może zachodzić szkodliwy lub korzystny związek, ale ścisła analiza tego związku możliwa byłaby jedynie przy ścisłej współpracy kliniki lekarskiej z laboratorium geologicznym. Nie ulega wątpliwości, że wszystkie choroby natury nerwicowej, np.: bezsenność, apatia, neurastenia, reumatyzm, astma, bóle głowy czy też krzyża, nudności, a nawet… gruźlica wykazują zależność od warunków klimatyczno-ge- ologicznych. To, że inni ludzie mogą spać w tychże „niezdrowych” strefach, nie obala bynajmniej teorii, nie każdy bowiem jest jednakowo wrażliwy. Znane są przypadki, kiedy po zmianie mieszkania, a nawet tylko pokoju albo łóżka polepsza lub pogarsza się stan zdrowia. Nie zależy to jedynie od zmiany temperatury czy wilgotności. Tkwi w tym inny, jakiś dotąd nie wykryty czynnik. Astrofizyka odrzuca hipotezę promieniotwórczości, wysuwając na to miejsce pola elektromagnetyczne. Zachodzi zgodność tych pól albo wrogość. W każdym razie największe pozorne absurdy i „magiczne” sztuczki radiestezji dziś nie są już odrzucane a priori, tylko brane pod ostrożną, wnikliwą rozwagę, a nawet na tejże zasadzie pól elektromagnetycznych wynaleziony został aparat-sonda do wykrywania źródeł wody. Nasz rodak, dr medycyny Janczarski, prowadzi pierwsze doświadczenia swego wynalazku. Powoli zbliżają się wzajemnie: realistyczna nauka i czarodziejska radiestezja. Na Zachodzie istnieje już „radioniczny” komputer pod nazwą: „Ra- dionic Analytic Computer Movk II” – stawia on cudowne diagnozy, wykrywa wirusy itp., ale oczywiście potrzebuje stałego dotknięcia różdżkarza, jako głównego tajemnego akumulatora. Bez niego ani rusz.

czytaj więcej

Cudy medycyny chińskiej

Z punktu widzenia naszej wiedzy lekarskiej wszystko, co powiedziano przed chwilą, nie znajduje logicznego ani anatomicznego, ani fizjologicznego uzasadnienia. Dla europejskiego lekarza musi wydać się tc robotą znachorską lub zwykłą sugestywną imaginacją. Rzeczywiście, te wszystkie zabiegi najskuteczniej działają przy zaburzeniach funkcjonalnych, jak: psychoza, neurastenia, wszelkie newralgie, astmy, gastroenterity, artretyzmy, reumatyzmy, pokrwoto- czne anemie i… epilepsje. Bo, doprawdy, jakże się tu nie uśmiechać krytycznie wobec leczenia, dajmy na to, bólu głowy nakłuciem… nadgarstka albo stopy?

czytaj więcej

Uniwersalne środki roślinne

Hahnemann głosił, że to, co nazywamy chorobą, jest tylko załamaniem się psychicznym, chwilowym osłabieniem odporności pod wpływem jakiegoś błędu w normalnym biegu życia. Tym błędem może być w równej mierze przeziębienie lub przejedzenie się, jak i szok nerwowy, niepokój, wyczerpanie. Z momentem, gdy napięcie siły życiowej (vigor) osłabło, wiele czynników wrogich podniosło głowy i ruszyło do ataku. Bakterie, które normalnie nosimy w sobie, teraz nagle stają się jadowite, gruczoły przestają pracować, nerki przestają filtrować. I rzeczą najważniejszą dla lekarza ho- meopaty staje się wykrycie tego najpierwotniejszego powodu załamania się organizmu, a nie leczenie symptomów. Przy trafnym zastosowaniu leku wystarczy jego najmniejsza drobina. Zwykle przyjętą dotychczas dozę lekarstwa rozcieńczano teraz stokrotnie, a przy podawaniu pacjentowi jeszcze raz rozcieńczano. Utarło się przekonanie, że korzystniej jest podawać leki w małej koncentracji, ale częściej, niż większą dawką jednorazowo. Wszystkie eksperymenty Hahnemann wypróbował najpierw na sobie. Zasadą jego było, że chorobę należy przestudiować i zrozumieć, a nie tylko zwalczać. Trzeba leczyć pacjenta, a nie tylko jego chorobę. W ostatnich latach społeczeństwo, zmęczone wielce skomplikowanymi receptami alopatii, zwraca zdaje się wzrok do bardziej logicznej i prostej homeopatii.

czytaj więcej

PŁATKI KWIETNE

Czym jest ciało fizyczne? Niczym. Truchłem marnym. Przedmiotem zdanym na rozkład, na gnicie. Szmatą jeno martwą, uwagi niegodną. Tylko duch, czyli rozum i wola, wcielają weń subtelne czucia, nadają treść i znaczenie życiu. Rozum i wola kierują naszym przeznaczeniem, a stąd wniosek logiczny: wszelkie niedomagania fizyczne z ducha biorą początek, z zachwianej równowagi nerwowo-psychi- cznej, z emocji. Tę dziedzinę jedynie należy leczyć, w niej szukać przyczyn zachorowania. Do takiego wniosku doszedł dr Edward Bach, lekarz niemiecki, praktykujący na początku tego stulecia w Londynie na znanej ulicy Harley, do której tylko sławom wstęp jest otwarty. Któregoś dnia dr Edward Bach, ku zdumieniu pacjentów, porzucił nagle intratną i zaszczyt przynoszącą ulicę Harley i przeniósł się do najdzikszego zakątka Walii, gdzie poświęcił się zbieractwu dziko rosnących kwiatów. Przeniósł się tam, bowiem doszedł do przekonania, że Natura i tylko Natura zdolna jest leczyć cierpienia drogą poprawy psychonerwowego systemu.

czytaj więcej

Woda, słońce i… homeopatia

Należy tu podkreślić, że prawie wszyscy jasnowidze stale sentymentalna, w miarę łagodna muzyka. Po dłuższej chwili zaczyna mówić – kto?… Sam Holoubek. Mówi powoli, skandując wyraźnie każdą zgłoskę, stara się artystycznie modulować glos i dostosować do muzyki. Holoubek mówi mniej więcej tak:

czytaj więcej

Temat radiestezji

Istnieje bardzo bogata literatura w różnych językach na temat radiestezji. Nie można nie zauważyć w niej różnorodności w oznakowaniu przedmiotów, próbek narządów, chorób itp. Wygląda to tak, jakby każdy z radiestetów podsuwał niewidzialnemu informatorowi swój własny, umówiony kod, za pomocą którego następnie zaczyna odbierać od niego wszelkie tajemne odpowiedzi. Włoski radiesteta Piętro Zampa, na przykład, na podstawie swoistych doświadczeń podzielił dłoń prawą na drobne pólka (strefy), znacząc je numerami 1-19. Tak na przykład nr 1 odpowiada głowie, nr 2 – krtani, nr 3 – ramionom, nr 4 – klatce piersiowej, nr 5 – żołądkowi… itd. Nr 19 znowu krtani. Według niego, gdy pendulum trzymane w lewej dłoni nad prawą obraca się pozytywnie, to znak, że człowiek jest zdrowy. Jeżeli obraca się negatywnie, znaczy, że pacjent jest chory, a wówczas należy przesuwać pendulum z pola na pole, notując odpowiednie numery, aby określić topografię tych zachorowań. Inni radiesteci wprowadzają różne, bardzo szczegółowe diagramy. Na maleńkich karteczkach wypisane są anatomiczne i diagnostyczne detale, nawet dotyczące analizy psychologicznej. Taki diagram angielskiego radiestety, inżyniera Macolma Rae, przytaczam dla orientacji. Jest to druczek diagnostyczny wydawany pacjentowi z adnotacją wykazanych przez pendulum dolegliwości. Przy wszelkich radiestezyjnych ćwiczeniach należy zawsze pamiętać, że reakcje i wyniki zależne są od płci wykonawcy. Ciało przeciętnego, normalnie zbudowanego mężczyzny ma znakowanie przeciwstawne do ciała kobiety. Pendulum umieszczone nad lewą stroną piersi męskiej powinno się obracać, nad prawą zaś stroną – oscylować. Inaczej jest u kobiety Ta odmienność reakcji może być zaskakująca.

czytaj więcej

Studiowanie chińskich wywodów

Niestety, poza Chinami akupunkturę stosuje się raczej automatycznie, naśladowniczo, bez należytego zrozumienia podstaw filozofii, więc i podejścia do zagadnień człowieka Wschodu. Tymczasem działanie na organizm bodźcami ukłuć świadczyło wymownie o roli, jaką medycyna chińska przywiązuje do systemu nerwowego, a poprzez nerwy do psychiki. Właściwie wszystko się tu tłumaczy stanami psychicznymi. Dosłownie każda choroba wywodzi się z emocji. Nawet choroby bakteryjno-wirusowe mogą się ujawnić dopiero w organizmie uprzednio osłabionym patologicznym stanem nerwów. Organizm całkowicie zrównoważony {In i Jang w balansie) jest uodporniony na zarazki.

czytaj więcej

Zasady akupunktury

Jako przykład podaje, że w przypadkach „tiku” twarzy (nerwoskurcze) igła wbita wg standardowego przepisu często nie pomaga, natomiast skrzywienie jej w odwrotnym kierunku usuwa chorobę natychmiast. W latach 1951-1954 przeprowadzono w Chinach badania statystyczne. Podliczono w szpitalach chorych leczonych akupunkturą i stwierdzono, że na 10 036 przypadków 8063 zostały uleczone lub podleczone, czyli rezultaty pozytywne uzyskano w 92,47%. Dane te opublikowała w swojej książce wymieniona lekarka Chu Lien. Ostatnio coraz częściej pojawiają się w prasie międzynarodowej wyniki leczenia akupunkturą. W niektóre z nich trudno uwierzyć, np. z 51 przypadków malarii uleczonych zostało 90%. W klinice dziecięcej Pekinu uzdrówiono całkowicie 98 przypadków paraliżu dziecięcego (wczesnego), a chiński miesięcznik lekarski z lutego 1957 r. wykazuje 92,3% uleczonych akupunkturą wyrostków robaczkowych przy 1200 zachorowaniach.

czytaj więcej

Cztery grupy ludzi według medyków wschodnich

Reasumując to, co zostało powiedziane, człowiek, według pojęć orientalnych, składa się z ciała fizycznego, sobowtóra eterycznego, ciała astralnego i rozumu, w czterech planach – wszystko to przesiąknięte jest praną, która w wyższych swych natężeniach tworzy wrzące lejki dla pośredniczenia pomiędzy rozumem, instynktem, emocją a odruchem i samopoczuciem. Czakry regulują nasz humor, wpływając na dobre lub złe samopoczucie. To chyba wszystko. co musimy zapamiętać, przystępując do omawiania poszczególnych metod lecznictwa wschodniego.

czytaj więcej

UZDRAWIACZE CUDOWNI CZ. III

Healerzy angielscy zrzeszeni są zawodowo w tak zwanej Narodowej Federacji Duchowych Uzdrawiaczy (National Federation of Spiritual Healers). Tworzą dwie grupy, jakby dwie klasy, kategorii „A” i „B”. Do pierwszej należą ci, którzy wymagają jeszcze kierownictwa i doświadczenia, nie są przeto upoważnieni do samodzielnego prowadzenia własnego gabinetu. Jest ich około 3000. Kategorię „B” stanowią „dyplomowani”, niezależni i w pełni już odpowiedzialni healerzy. Jest ich około 15 000. Aby uzyskać pełne prawa i dyplom, trzeba się wykazać wobec specjalnej komisji weryfikacyjnej uleczeniem trzech chorych, którym odmówiono pomocy alopatycznej, czyli tak zwanych nieuleczalnych. Poza tym muszą oni uleczyć przynajmniej dwa przypadki ciężkie i poważne, przedstawione im przez komisję egzaminacyjną. Związek Lekarzy Brytyjskich dopuścił healerów do oficjalnej konsultacji. 1500 szpitali zgłosiło ofertę na ich usługi. Wielu też renomowanych lekarzy brytyjskich w razie niepowodzenia szuka ratunku u tych właśnie duchowych doradców. Wieczystym prezesem i bożyszczem angielskich healerów jest niejaki Edwards Harry. Od czasu do czasu urządza on pokazowe leczenie w którejś z większych sal londyńskich. Byłem i ja tam któregoś dnia z pacjentką cierpiącą na nerwowe tiki o nieznanej etiologii. Kilkakrotnie usiłowałem umieścić ją w kolejce do tego „cudotwórcy”, ale mi się to nie udawało pacjentka była odsuwana na bok. W ogóle w sali nie było ciepłego i kojącego nastroju, wprost przeciwnie, panował tam nerwowy pośpiech i podniecenie.

czytaj więcej

Waleria Sikorzyna cz. II

Paraliż i inne choroby przestały być tutaj problemem. Wystarczy przeczytać tych kilkanaście listów z walizki. Ta historia na przykład z inżynierem Niekraszem. Oślepł z powodu skrzepu krwi. Specjaliści orzekli, że nadziei nie ma. Zjawił się u pani Walerii. Pół roku zaledwie minęło, jak wobec licznie zgromadzonych gości zajechało auto. Wysiadł z niego inżynier Niekrasz – wdzięczny, uleczony pacjent. Sam prowadził samochód.

czytaj więcej

HIPNOTYZM CZ. II

Mniej więcej w tym samym czasie na terenie Paryża zjawił się mnich portugalski, o. Faria, i zaczął praktykować leczenie drogą wpatrywania się w oczy pacjenta. Faria nie tłumaczył już tego zjawiska magnetyzmem zwierzęcym, lecz koncentracją woli. We francuskiej Akademii Medycznej podtrzymał go moralnie niejaki dr baron du Potet – chirurg stosujący znieczulenie pola operacyjnego hipnozą. W Anglii amputował w tym samym czasie nogę choremu pod hipnozą dr Ward. Gdy jednak wygłosił referat o tym w Royal Medical Society – wygwizdano go i wyrzucono jako oszusta. Po dr. Wardzie wystąpił również w Anglii z obroną hipnotyzmu dr Elliotson i szło mu to dobrze, dopóki nie wystąpił z propagandą tej nowej metody leczenia otwarcie i oficjalnie w londyńskim szpitalu uniwersyteckim. Rada powag uniwersyteckich nie wytrzymała nerwowo tej próby i wystąpiła z gorącym protestem. Doszło do tego, że dr Elliotson musiał zrezygnować ze stanowiska wykładowcy. Ustąpił, ale swojej pracy bynajmniej me zaniechał. Nowa idea szybko rozpowszechniła się. Znalazł się gorliwy następca w osobie Jamesa Dride’a, we Francji zaś – w osobie dr. Lafontaine’a. Ten ostatni jednak został wkrótce po prostu… aresztowany. Zażądały tego władze Kościoła katolickiego pod zarzutem naśladowania Chrystusa. Dzięki „wysokim interwencjom” został jednak zwolniony pod bardzo znamiennym i ciekawym warunkiem, że nie przywróci odtąd wzroku żadnemu ślepcowi ani też nie uleczy słuchu głuchemu. Widocznie zadośćuczynił tym „chrześcijańskim” wymaganiom, gdyż odtąd dano mu spokój.

czytaj więcej