Daily Archives 12/06/2015

MAGNETYZM CZ. III

Oto niewidoma od urodzenia córka osobistego sekretarza cesarzowej została przez Mesmera uleczona. Nieszczęście chciało, że przedtem była ona pacjentką nadwornego lekarza, który przez 10 lat stosował bezskutecznie pijawki i upuszczanie krwi. Oczywiście, poczuł się teraz urażony. Rozpoczął więc energiczną, zajadłą akcję zniesławiania konkurenta. Tymczasem ojciec uzdrowionej dziewczynki ogłosił w prasie list wychwalający Mesmera i jego metody. Zaciekawiona cesarzowa kazała przywołać przed swoje oblicze uzdrowioną pacjentkę. Przerażony konsekwencjami lekarz nadworny jął przekonywać ją o szalbierstwie Mesmera. Jednocześnie udał się do ojca chorej, aby mu wytłumaczyć, że cesarzowa wzywa córkę jedynie po to, aby odebrać zasiłek chorobowy, jaki dotąd rodzina jej pobierała. Ta intrygancka akcja była prowadzona tak przebiegle i sprytnie. że Mesmer poczuł się bezsilny i zrezygnował z walki. Jednak dobiło go to moralnie, porzucił więc Wiedeń, przenosząc się do Paryża. Sądził naiwnie, że tutaj w ciszy i spokoju potrafi dalej prowadzić swoje naukowe dociekania. Niestety, sława jego podążyła za nim na nowy teren. Francuski świat lekarski również poczuł się zagrożony. Postanowiono zniszczyć intruza natychmiast. Akademia Medyczna zażądała od niego rzeczowych przykładów prawdziwości i pożyteczności nowych metod leczenia. Miał dostarczyć w krótkim czasie dowody całkowitego uzdrowienia jakichś przypadków uznanych najpierw za nieuleczalne. W odpowiedzi Mesmer wybrał kilka takich przypadków zaświadczonych na piśmie przez Akademię i wraz z pacjentami przeniósł się pod Paryż, w ciche ustronie, aby nikt mu w pracy nie przeszkadzał. Po trzech miesiącach zażądał zwołania komisji celem stwierdzenia pozytywnych rezultatów. Niestety, Akademia Medyczna zlekceważyła jego zaproszenie. Wówczas zwrócił się z pismem do Królewskiego Towarzystwa Lekarskiego, ale i ono pod naciskiem Akademii wymówiło się od opiniowania. Najzabawniejsza była treść tej odmowy, mianowicie kategorycznie żądano od Mesmera, ażeby natychmiast przedstawił im ten „magnetyzm zwierzęcy” w proszku albo w płynie, ostatecznie w postaci maści do zbadania laboratoryjnego. Kiedy wreszcie przekonał ich o absurdzie tego żądania, zgodzono się przybyć, ale termin wizytacji zaczęto przekładać z dnia na dzień. Gdy sporządzono raport powizytacyjny, nikt nie chciał go podpisać. Po prostu oświadczono logicznie, że skoro on pacjentów uleczył, eo ipso nie byli „nieuleczalni”. Dziewczyna niewidoma odzyskała wzrok? A może i bez tej magnetyzacji wróciłaby do zdrowia? Nikt zaręczyć nie może, pewnie udawała ślepotę.

czytaj więcej

Czym jest plazma?

Przez plazmę rozumiemy, jak to ujmuje profesor W. Se- dlak, mieszaninę dodatnich, ujemnych i neutralnych cząsteczek napięcia elektrycznego, zrównoważonych odpowiednią proporcją. W ten sposób otrzymana masa elektryczna nabiera swoistych właściwości tej właśnie plazmy. Nie jest ona wartością stalą, lecz dynamicznie zmienną niszczy się drogą rekombinacji i kompletuje się jonizacją. Jak wszystko w naturze, tak i plazma, żeby żyć, musi… umierać. Jej stan elektrodynamiczny jest niezmiernie czuły na wszelakiego rodzaju oddziaływanie otaczającej atmosfery. Plazma łatwo się rozgrzewa i w tym stanie przyspiesza emanację cząsteczek aż do świetlistego promieniowania między ultrafioletem a podczerwienią. Do swoistych cech plazmy należy jej podzielność, którą można spowodować polami magnetycznymi. Można ciąć ją jak nożem na kawałki różnego kształtu, a każdy z ich jest samoistny. Już mówiliśmy, że plazma dokompletowuje się, a więc rośnie. Cały wszechświat, wszystko co w nim żyje, jest wypełnione plazmą. Nasz metabolizm jest właściwie niczym innym, jak przemianą elektromagnetyczną zachodzącą w plazmie. A teraz znowu przypomnijmy sobie naukę o pranie czy różnica pojęć nie polega jedynie na nazewnictwie? Astrofizyka mówi, że życie w ogóle trwać może tak długo, jak długo plazma zdolna jest się regenerować. Upadek regeneracji sygnalizuje śmierć. Przy wszelkich procesach życiowych występuje promieniowanie świetlne w granicach widma widzialnego. Już w 1858 roku Freiherr von Reichenbach zauważył, że niektórzy bardzo wrażliwi ludzie zdolni są widzieć dookoła pewnych roślin światło. Przypuszczał, że powodem tego może być przyspieszenie procesu zapłodnienia. Gurwicz wykazał, że promieniowanie świetlne nie jest zjawiskiem unikalnym, lecz wprost przeciwnie, jest zjawiskiem prawie powszechnym, tylko niezmiernie trudno uchwytnym, gdyż wymaga specyficznych i precyzyjnie określonych warunków. Twierdził on, że bardzo wiele ciał organicznych jest induktorami prądów elektrycznych, uchwytnych nawet gołym okiem. Do takich właśnie ciał zalicza on bulwy cebulowe, drożdże, kartofle, niektóre jaja, a także krew, tkankę mięsną, nerwową i nowotworową, z organizmów żywych zaś: żaby i szczury. Pomijając wywody Gurwicza, wiemy przecież o istnieniu organizmów żywych, wydzielających promienie świetlne stale lub chwilowo, zależnie od woli. W Ameryce Południowej istnieją świetliki, które oświetlają miejsce swego lądowania na krzaku, po czym gaszą światła. Znamy również planktony morskie ze światłem ustalonym albo zależnym od wstrząsu fal.

czytaj więcej

ANATOMIA CZŁOWIEKA CZ. II

Ciało podlega chorobom, a więc-jak każda z maszyn – psuje się. W ciele, jak w każdej maszynie, można zmieniać tryby i śrubki, a skoro wystąpią objawy zaburzenia psychicznego, przyczyn należy szukać wyłącznie w mózgu, jako w organie produkującym myśl. Jednym słowem, religijnie uznanego ducha nie należy utożsamiać z ciałem ani wiązać go harmonijną współpracą. Tych najzupełniej odrębnych zjawisk nie wolno mieszać ze sobą.

czytaj więcej