Daily Archives 12/08/2015

SOLE – CZY TYLKO SOLE?

Dr Schuessler z całą pewnością do entuzjastów kwiatowej kuracji by nie należał. Daleki był od takiej romantyczno- -filozoficznej teorii. Swoje dociekania oparł na ścisłych wnioskach wynikłych z doświadczeń laboratoryjnych swojej prywatnej kliniki w Oldenburgu. Głupstwo! – powiedział. – Żaden wyciąg kwietny nie potrafi odbudować zrujnowanej tkanki, jej trzeba dać sole: sole nieorganiczne. To nic, że one stanowią zaledwie 5% ciężaru ciała, ale bez nich cała przemiana materii, cały tak zwany metabolizm przestałby funkcjonować. Dr Schuessler wyodrębnił 12 głównych, elementarnych, niezbędnych do życia soli i nazwał je biochemicznymi. Czyż nie wspaniale? Dr Bach skomentował i sprowadził leczenie do 38 leków, a dr Schuessler wytwarza tylko 12 rodzajów soli. Niczego więcej chory nie potrzebuje.

czytaj więcej

Poruszanie się pendolum cz. II

Siadałem przy stole odwrócony twarzą do północy (ściśle według kompasu), przede mną leżał rozpostarty arkusz papieru z wykreślonym i podzielonym na 360° kołem. W centrum tego koła kładłem szkiełko z rozmazem badanego preparatu. Trzymane nad nim pendulum, dotąd oscylujące z N na S, teraz nagle odchylało się w swoich wahaniach, tworząc stały jakiś kąt. Stwierdziłem, że wszystkie preparaty tejże bakterii lub tegoż pasożyta dają jednakowy kąt odchylenia. Wynotowałem w ten sposób szereg cyfr stałych dla rozmaitych preparatów. W celu uniknięcia sugestii przyjaciel podsuwał mi nieoczekiwane i nieznane rozmazy, ja zaś bez mikroskopu stawiałem diagnozę. Po kilku tygodniach takich eksperymentów doszedłem do 80% dokładności. Ale to jeszcze nie wszystko. Poradzono mi użyć igieł namagnetyzowanych, a mianowicie: na podków- kowy magnes kładłem dwie długie igły skierowane w przeciwnych kierunkach, a więc jedna z nich magnetyzo- wała się pozytywnie (N), druga zaś negatywnie (S). Przy drganiach pendulum trudno precyzyjnie określić kąt, pod jakim te wahania się kreślą, więc do tego służą igły. Gdy się wkłuje igłę pozytywną w którymś z punktów na obwodzie koła i odpowiada to kątowi odchylenia pendulum, wahadło natychmiast wraca do neutralnego położenia, czyli NS. To samo otrzymamy, wkłuwając igłę negatywną (S). Ona jednak zneutralizuje wahadło w zupełnie innym, nawet dalekim gdzieś punkcie. Tym sposobem otrzymamy dla każdego badanego przedmiotu dwie stałe cyfry: pozytywną (N) i negatywną (S).

czytaj więcej

AKUPUNKTURA

Wieść o owej dziwnej metodzie leczenia chorób drogą nakłucia skóry igiełkami wkroczyła nareszcie i w polskie granice, ale jakże późno. We Francji, Anglii i Ameryce istnieją przy wielkich szpitalach specjalne kliniki, w których stosuje się od dawna tę metodę. Wiele różnojęzycznych podręczników zdobi półki księgarskie, a w Polsce na ten temat kompletna pustka, zaledwie parę nieśmiałych artykulików w popularnonaukowej prasie. Czym należy to tłumaczyć? Polityczną izolacją od Zachodu? Chyba nie, gdyż metoda ta nie od Zachodu idzie, tylko wręcz przeciwnie, od Wschodu, od dalekich Chin, tam zrodziła się bowiem z górą pięć tysięcy lat temu. Powtarzam z naciskiem: pięć tysięcy lat temu! My z naszą alopatią schowajmy się wstydliwie. W Związku Radzieckim od kilku już lat ukazują się na ten temat książki i artykuły, a także prowadzone są eksperymenty. Wszystkie te zabiegi jednak, tak tu, jak i tam, nie mają kręgosłupa, przyjmowane są bowiem powierzchownie, bez podbudowy filozofii wschodniej. Wyniki tysiącletnich eksperymentów lekarzy chińskich przeszczepiamy u siebie na ślepo, sprowadzając je mimo woli do poziomu pomocni- czo-felczerskich zabiegów. Spadamy z roli lekarza do funkcji cyrulika puszczającego krew. Europejskie podręczniki nazywają akupunkturę „pobudzaniem korzonków nerwowych ukłuciem igiełki”. Ale tak nie jest. Tylko pozornie czynność ta jest zbliżona do naszej tak zwanej refleksowej terapii, a zalecane punkty ukłuć nie zawsze odpowiadają anatomicznym ujściom odkrytych przez nas „korzonków”. Odpowiadają czasem w swoich początkowych, górnych rejonach, natomiast w rejonie kończyn stwarzają niespodzianki. Każdy logicznie rozumujący europejski lekarz zadaje pytanie : Dlaczego nakłucie kolana ma wpłynąć korzystnie na katar nosa, a nakłucie opuszek palców ma leczyć… epilepsję? Wszystko to zakrawa na jakąś magię. Nie ma jednak rady. Pozostaje do wyboru: albo kłuć dalej na ślepo, bo tak każą Chińczycy, albo wierząc lub nie wierząc, z uśmiechem sarkazmu lub z powagą zgłębiać zasady orientalnej filozofii, a zasada wszędzie obowiązuje jednakowa. Oto, według niej, prócz znanych nam biofizycznych energii istnieje jeszcze dotąd żadnym woltometrem nie ujęta jakaś siła witalna, krążąca sobie właściwymi ścieżkami w żywym organizmie. Jak tę siłę witalną nazwiemy: praną czy magnetyzmem, fluidem, eterem czy odem – rzecz mało ważna i nieistotna.

czytaj więcej