Daily Archives 12/11/2015

Budowa naszego ciała

Wróćmy do przerwanych rozważań na temat budowy naszego ciała. Metafizyczną anatomię człowieka, przynajmniej pierwsze trzy jej plany, udowodniono niezliczoną ilością eksperymentów wizualnych, w których w różnym czasie i w rozmaitych punktach ziemi, bez kontaktowania się ze sobą, różni jasnowidzowie, jogowie i spirytyści widzieli i notowali identyczne zjawiska, ustalając tym samym różne składniki budowy człowieka.

czytaj więcej

Anatomia ciała a anatomia człowieka

Kiedy nie było na wsi tych wszystkich pomocniczych laboratoriów ani EKG ani rentgena, najprzeciętniejszy ko- nował z pierwszej lepszej prowincjonalnej pipidówki łamał sobie głowę nad samodzielnym postawieniem trafnej diagnozy, zestawiał w myśli symptomy choroby z atmosferą otoczenia i osobistymi problemami pacjenta. Z chwilą wynalezienia tych wszystkich ułatwień, udoskonaleń i specjalizacji dzisiejsi lekarze rozczłonkowują, rozproszkowują chorego, posyłając go z kartkami do przeróżnych oddziałów, gdzie oglądają mu wyłącznie oko lub wyłącznie ucho i nic a nic ich nie obchodzi wówczas wątroba, albo odwrotnie: macają pacjentowi wątrobę bez zwracania uwagi na ucho. W rezultacie napływają bezduszne, zmechanizowane odpowiedzi wraz ze zleceniem, co lekarz ma robić. Idąc tą drogą, lekarz już wówczas nie potrzebuje widzieć oczu pa- cjenta, skoro okulista je zbadał i wydał opinię. Symbolem takiego stosunku do pacjenta stał się wynaleziony ostatnio komputer diagnostyczny, który na podstawie kartek z symptomami choroby wypluwa ze swojej metalowej gardzieli diagnozę wraz ze zleceniem terapeutycznego postępowania. Taka to jest rzeczywistość dzisiejszej służby zdrowia. Może i miał rację ów jog u stóp Himalajów, który mówił mi, że pacjentem winien być Człowiek, a nie tylko jego ciało.

czytaj więcej

Towarzystwo Różdżkarzy w Londynie

Te moje diagnozy, stawiane za pomocą mikroskopowych szkieł, stanowiły pewnego rodzaju rewelację w świecie radiestezji i były demonstrowane przeze mnie na zebraniu Towarzystwa Różdżkarzy w Londynie. Wojenna zawierucha i wyjazd mój do Brazylii przerwały dalszy postęp na tej drodze. Podając powyższe jako osobiście doświadczone kuriozum, zastanawiam się razem z czytelnikami, dlaczego pendulum staje się wrażliwe na promieniowanie swoiste jakiejś mikrusowej bakterii lub pasożyta, a nie reaguje, dajmy na to, na promieniowanie ciałek czerwonych lub białych albo tkanki włóknistej lub limfy tego samego preparatu. A może znowu mamy tu do czynienia z naszym podświadomym pytaniem: o jaką tu tropikalną chorobę chodzi? – na co otrzymamy odpowiedź drogą promieni „mentalnych”, pomijając wszelkie promieniowanie lokalne. Rzeczywiście, jest to dziedzina tak zawiła i tak nieprawdopodobnie daleka od logicznych tłumaczeń, że lepiej pozostańmy tymczasem ślepi i przyjmujmy fakty z rozdziawioną buzią, jak ciekawe świata maleńkie bobo. No bo łatwo się zgodzić, a nawet już dziś udowodnić istnienie kontaktu pomiędzy biopolem człowieka a promieniowaniem otoczenia i podłoża, ale trudniej jest zrozumieć i wytłumaczyć reakcję pendulum na zadawane w wolną przestrzeń pytania. Na papierku wypisano wiele nazw chorób lub narządów i oto nasze pendulum zatrzymuje się nad którąś z nich, wyczyniając odpowiednie do umówionego kodu ruchy. Dlaczego? Czy wypisane na kartce słowo „wątroba” albo „nerka” wydzielają inne magnetyczne pola? Wszakże nie do pomyślenia jest, aby to bezduszne skupisko napisanych liter potrafiło poruszyć ciężarek pendulum. Nie. Raczej winniśmy tu myśleć o jakichś rozumnych, nadzmysłowych czynnikach, że nie mają one własnego organu porozumiewawczego na danej płaszczyźnie i korzystają z umownego kodu. Mimo woli nasuwa się tutaj nieco może humorystycznie brzmiące porównanie. (Wiem, że spotkają mnie ze strony fanatycznych radiestetów gromy oburzenia.) Przytoczę je tu jako przykład. Ciekawa to i unikalna historia, warta poważnego wglądu. Oto pewnego razu pani X stała ze swoim pieskiem przed furtką swojego ogrodu. Mijała ją właśnie jakaś młoda mamusia, pchająca przed sobą wózek z małym chłopakiem. Pani X pochyliła się nad wózkiem, pytając głośno: który rok kończysz, mój synku? Odpowiedzi nie było. Zażenowana mamusia wyjaśniła szybko, że synek jeszcze nie potrafi mówić. Pani X uparcie powtórzyła swoje pytanie: powiedz no, ile masz latek? W odpowiedzi nastąpiły trzy wyraźne szczeknięcia małego pieska u nóg… Obie panie wybuchły śmiechem. A to dobry kawał! – krzyknęła młoda mamusia – wszakże mój synek naprawdę ukończył trzy latka.

czytaj więcej

Odkrycie profesora Kirliana

Do czasu wielkiego odkrycia profesora Kirliana pojęcie siły życiowej (prany) tkwiło w strefie metapsychiki i dopiero jego ekran, a następnie szybki postęp kolorowej fotografii, sprowadziły te zjawiska na płaszczyznę realnych już i laboratoryjnych badań. Dziś mamy mnóstwo doskonałych zdjęć aury, jak chociażby przytoczony w ilustracjach liść w stanie zdrowym, a następnie ten sam liść z „krwawiącym” ubytkiem. Tak sprawa wygląda, jeśli chodzi o stronę wizualną, ale przed rokiem 1935 nikomu nie przyszło na myśl, aby tę emanującą siłę życiową zmierzyć. Wziął się do tego z prawdziwą pasją odkrywcy profesor Harold Saxton Burr z uniwersytetu Yale (USA). Rozpoczął swoje eksperymenty w asyście dr. F.S.C. Northa w swojej klinice ginekologiczno- -położniczej, a rezultat opublikował w artykule Elektrodynamika teorii życia. Odtąd, pracując bez wytchnienia, dążyli ci dwaj naukowcy do możliwie precyzyjnego wy subtelnienia swoich narzędzi, a wynikami pracy dzielili się ze społeczeństwem na łamach różnych mało znanych i mało chodliwych pism, dlatego pewnie rewelacyjne ich odkrycia wciąż spoczywały w cieniu. Zresztą może wyszło to na dobre, inni bowiem pionierzy w tejże lekarskiej dziedzinie narażali się na przykre opory, a nawet prześladowania ze strony ortodoksyjnych kolegów. Najlepszym przykładem może być praca profesora Pasteura albo Listera, którzy stracili renomę i narazili się na różne szykany jedynie z powodu stwierdzenia, że bakterie stanowią najgroźniejsze zło życia. A kiedy jeden z ich uczniów zjawił się we Francji z radosną nowiną o wielkim wynalazku, ledwie uniknął śmierci przez zlinczowanie. Fakt stał się jednak faktem: ta jakaś niewidoczna siła witalna może być mierzona subtelnym woltometrem.

czytaj więcej