Monthly Archives Grudzień 2015

UZDRAWIACZE CUDOWNI

Leczenie tak zwanym nakładaniem rąk jest zjawiskiem bardzo starym, ślady jego możemy znaleźć we wszystkich księgach mądrości całego świata, ale najpopularniejsze stało się w dobie średniowiecznego chrześcijaństwa, gdzie każdy mnich, każdy pustelnik usiłował tym sposobem leczyć wiernych bezpośrednio albo imieniem Chrystusa. Oczywiście, inspiracja wyszła od Jezusa, który nie tylko sam czynił cuda, ale wyraźnie nakazywał takie działanie swoim apostołom, którzy „wyganiali wiele demonów i wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali” {Ew. iw. Marka 6. 13). W owych czasach każde odchylenie od normy, psychiczne czy fizyczne, tłumaczone było działaniem szatana i dlatego wszelkie „nakładanie rąk” stawało się walką z szatanem. Jezus najczęściej kładł ręce na chorej części ciała, na oczach ślepca i uszach głuchego, ale w paru wypadkach uleczył na odległość (sługę centuriona) albo zwracał się po imieniu do złych mocy, nakazując opuszczenie chorego {Marek 9.25). Wszyscy naśladowcy Jezusa czynili swoje cuda w Jego imieniu, wiemy to z ich reguł lub pamiętników. Tak czynili pustelnicy: Paulinus, św. Ambroży, Makariusz z Aleksandrii, Pachomiusz i wielu innych. Nieraz te pasaże lecznicze były wyczerpujące i wymagały szczególnego skupienia. Sulpitius Sever opisuje, że zanim uzdrowił sparaliżowaną dziewczynkę. musiał się wpierw położyć krzyżem i odbyć dłuższą mo- dlitwę, później kazał podać olej, pobłogosławił go i wlał w usta pacjentki. Ta procedura z olejem wprowadzona została oficjalnie do egzorcyzmów i trwała do końca wieku czwartego. A w ogóle, czymże były tak zwane egzorcyzmy, jeżeli nie „nakładaniem rąk” w tej lub innej formie, z towarzyszeniem przepisanych formuł zaklęciowych, aby skutecznie zwalczyć szatana. Egzorcyzm bynajmniej nie wiąże się z chrześcijaństwem, gdyż, na ogół, Żydzi uważani byli przez Rzymian za magów i często wzywani do chorych. W wieku IV powstał specjalny urząd „egzorcystów” zatwierdzanych przez biskupów. Oni też nie tylko wypędzali diabła, ale i leczyli.

czytaj więcej

Kamienie lecznicze

Największymi propagatorami leczniczych kamieni byli gnostycy egipscy, a każdy kamień wiązał się u nich z prognozą gwiazd. Dobre zdrowie zależało od dobrej woli nieba. Zresztą żaden faraon i żaden król europejski nie ruszali na wyprawę wojenną bez uprzedniej porady astrologa, ba! najlżejszą nawet niedyspozycję tłumaczono sobie złą lub dobrą aurą. Tak było w starożytności, średniowieczu i później. Nauka nowoczesna odwróciła się od tych „przesądów”, a w każdym razie niepewnych i nie dowiedzionych prawd. Chociaż i dzisiaj lekarz chiński, stosując akupunkturę, spogląda na wyroki gwiazd. Medycyna zachodnia jednak, przejmując tę przedziwną metodę, z uśmiechem sceptycznym odrzuciła jej „zabobonną” podbudowę. Wpływ kamieni szlachetnych na zdrowie jesteśmy skłonni traktować jako fantazje. Kwitujemy to wszystko lekceważącym wzruszeniem ramion. A tymczasem… tymczasem dowiadujemy się oto rewelacyjnych, niespodziewanych na ten temat historii. Socjologowie angielscy naszego XX wieku: Joe Cooper i Allan Smithers wpadli na pomysł, aby wynotować z informatora „Who is Who” daty urodzenia aż 35 000 ludzi o rozmaitych zawodach: 16 000 wojskowych, 2300 pisarzy, 1618 muzyków, 1000 lekarzy itd. Ku swemu zdumieniu socjologowie ci stwierdzili, że większość zawodowych wojskowych urodziła się latem albo jesienią, podczas gdy lekarze na początku lata, aktorzy zaś i pisarze pod koniec lata. Tej prawidłowości nie zauważono już w stosunku do innych zawodów, takich jak: księża, sportowcy, poeci, tłumacze. Przeprowadzając dalej swoje badania, socjologowie angielscy porównywali osiągnięte przez siebie rezultaty z prognozami astrologów. Porównanie wykazało rewelacyjne podobieństwo. Okazało się, że według astrologicznych wskazówek żołnierze zawodowi rodzą się pod znakiem Lwa i Skorpiona, czyli właśnie późnym latem lub jesienią. Wiadomo też, że starożytni Egipcjanie rekrutowali żołnierzy spośród mężczyzn urodzonych wyłącznie pod tymi właśnie znakami. Prócz najnowszych odkryć Coopera i Smithersa przypomnieć tutaj warto dociekania francuskiego statystyka Michela Gauquelina, który od 20 lat studiuje związek, jaki według niego zachodzi pomiędzy godziną urodzin a pozycją planet na niebie. Twierdzi on, na przykład, że olbrzymia większość sławnych lekarzy i w ogóle uczonych rodzi się wówczas, gdy Mars zbliża się do Ziemi. Gauąuelin z całą stanowczością utrzymuje, że wybór zawodu uzależniony jest od zodiakalnych znaków. A więc sucha, bezstronna statystyka nowych czasów zaczyna płatać figla i mąci nasze racjonalne wyobrażenia. Świat się do góry nogami przewraca, biedny człowiek przestaje wiedzieć, w co ma ostatecznie wierzyć.

czytaj więcej

AKUPUNKTURA CZ. II

Przystępując do obiektywnego referowania owej staro- chińskiej filozofii, z której oczywiście początek wzięła i akupunktura, musimy zacząć od In i Jang – dwóch zasadniczych biegunów życia, znanych zresztą i z innych filozofii świata (Ormuzd-Aryman). Jang – to pierwiastek dobra, szczęścia, światła – uosobienie raju i nieba. Przeciwstawia się on złu, czyli ciemności i materializmowi ziemi. Odwieczna walka tych wrogich sobie a przeciwstawnych elementów wymaga zachowania równowagi i ta równowaga właśnie, ten wymagany bilans stanowi o zdrowiu.

czytaj więcej

Waleria Sikorzyna

Jakże inaczej wyglądały lecznicze seanse naszej sławnej psychicznej uzdrawiaczki, Walerii Sikorzyny. O niej warto pomówić dłużej, gdyż zasłużyła na to swoim życiem i sercem. Wielu przychodziło do niej nie dla leczenia okreso- wej choroby, tylko dla podniesienia ducha, rozwiązania problemu, ukojenia tęsknoty czy chandry. Taka była bowiem atmosfera tego domu. Życzliwość wyglądała z każdego kąta. Pani Waleria nie brała ani grosza, chociaż nie wiedziała nigdy, czy na obiad wystarczy. Ostatnio z tym było już lepiej, bo dzieci dorosły, a mąż był wielce troskliwy. Gdyby nie oni, kto wie, z czego by pani Waleria żyła. Ale nigdy nie myślała o tym. Tak jej nakazał kochany profesor Świtkowski, prezes Towarzystwa Metapsychicznego we Lwowie.

czytaj więcej

Wpływ kamieni na lecznictwo

Na zakończenie naszej gawędy o kamieniach warto może poświęcić słów parę ich królowi, bożyszczu kobiet – diamentowi. Dziwne się wydaje, ale prawdą jest, że żadne czary ani przesądy do tego kamienia nie przylgnęły. Nie leczy on żadnej choroby, jest samolubnym egoistą, snobem, indywidualistą. Podobno jedynie, tak mówi legenda, zanurzony w truciźnie, neutralizuje i unieszkodliwia takową. Może tak jest. Na wszelki wypadek, jako lekarz, wolę najpierw przepłukać pacjentowi żołądek.

czytaj więcej

Kuracja alkoholików hipnozą

Po telegraficznym przejrzeniu historii zastanówmy się bliżej nad istotą zagadnienia. Określenie hipnozy jako „snu” jest od podstaw fałszywe, stan ten bowiem różni się zasadniczo od snu, zachowując refleksy nerwowe. Poza tym pobudliwość i zdolność mięśni jest tu zwiększona. Zahipnotyzowany człowiek zdolny jest pokonać daleko większy opór, aniżeli człowiek normalny. To nie znaczy, by czerpał on silę gdzieś z zewnątrz, raczej wyzwalają się jej zapasy, z których normalnie się nie korzysta. Na przykład, zahipnotyzowane ciało potrafi zesztywnieć do tego stopnia, że utrzymuje się w powietrzu niby deska, oparte jedynie czołem i stopami na poręczach dwóch krzeseł. Cóż może być wspólnego pomiędzy snem a znieczuleniem miejscowym hipnozą? Albo: znieczulenie porodowe, dziś coraz częściej stosowane w chirurgii, nie potrzebuje wcale usypiać, tylko znosi odczucie bólów.

czytaj więcej

Anatomia ciała a anatomia człowieka cz. II

Słuchając wtedy jego słów na tle białych świątyń odbitych w falach Gangesu, pomyślałem: rzeczywiście, coraz częściej nowoczesna nauka staje wobec zagadnień, które laboratoryjnymi metodami nie dają się rozwiązać. Wówczas z pomocą podąża wzgardzana dotąd metapsychika z jej Wedami, jogami, Tybetem i wszelakimi mądrościami Chin. Jeszcze niedawno podobni im ludzie ginęli u nas na stosach, ale dziś nastawiamy ciekawe ucha, organizujemy nawet sympozja poświęcone parapsychice. Skądże nagle taka tolerancja, taka wyrozumiałość: czy się coś w świecie zmieniło? Może naprawdę ten materialny człowiek wcale nie jest taki materialny, tylko wielce złożony. Może naprawdę składa się z tych siedmiu elementów (planów), jak podają okultyści, i te plany wzajemnie się nakładają, przenikając się i współdziałając. Każdy plan ma też inne zadania oraz inne, dla siebie tylko dostępne, możliwości. Im jest subtelniejszy, tym mniej uchwytny dla oka. Rozpatrzmy tę sprawę, nie wchodząc w szczegóły. Przyjmijmy z góry, że tylko trzy z tych form „anatomicznych”, jako gruboziarniste, są najbardziej zbliżone do naszych form fizycznych, a więc mogą być jeszcze naszymi zmysłami, przy długoletnich ćwiczeniach woli i koncentracji, uchwytne. Różni autorzy poważnych dzieł okultystycznych lub jogistycznych autorytatywnie twierdzą, że wszystko widzą. Nie pozostaje więc nam nic innego, jak wierzyć im i wiarę naszą utwierdzać biofizycznymi doświadczeniami. Ostatnio wiedza nasza w tej dziedzinie takie zrobiła postępy, że niedaleka przyszłość zbliży to wszystko z całą pewnością do stopnia naukowego zrozumienia. Już dziś zresztą nie wolno przeczyć, że istnieją osobnicy obdarzeni jasnowidztwem i, co najciekawsze i najważniejsze, że wszyscy oni, porozsiewani po szerokim świecie, widzą i wiedzą zgodnie to samo. Nie ma żadnej rozbieżności. Ten fakt sam już daje chyba dostateczną podstawę do uznania psychoanatomii orientalnej człowieka, chociaż nie jesteśmy w stanie wykroić z niej niczego skalpelem. Wspólny klucz do wielkiej prawdy musi być jednak znaleziony. Przeżywamy obecnie okres wielkich przeobrażeń. Okres wielkich odkryć.

czytaj więcej

Budowa naszego ciała

Wróćmy do przerwanych rozważań na temat budowy naszego ciała. Metafizyczną anatomię człowieka, przynajmniej pierwsze trzy jej plany, udowodniono niezliczoną ilością eksperymentów wizualnych, w których w różnym czasie i w rozmaitych punktach ziemi, bez kontaktowania się ze sobą, różni jasnowidzowie, jogowie i spirytyści widzieli i notowali identyczne zjawiska, ustalając tym samym różne składniki budowy człowieka.

czytaj więcej

Anatomia ciała a anatomia człowieka

Kiedy nie było na wsi tych wszystkich pomocniczych laboratoriów ani EKG ani rentgena, najprzeciętniejszy ko- nował z pierwszej lepszej prowincjonalnej pipidówki łamał sobie głowę nad samodzielnym postawieniem trafnej diagnozy, zestawiał w myśli symptomy choroby z atmosferą otoczenia i osobistymi problemami pacjenta. Z chwilą wynalezienia tych wszystkich ułatwień, udoskonaleń i specjalizacji dzisiejsi lekarze rozczłonkowują, rozproszkowują chorego, posyłając go z kartkami do przeróżnych oddziałów, gdzie oglądają mu wyłącznie oko lub wyłącznie ucho i nic a nic ich nie obchodzi wówczas wątroba, albo odwrotnie: macają pacjentowi wątrobę bez zwracania uwagi na ucho. W rezultacie napływają bezduszne, zmechanizowane odpowiedzi wraz ze zleceniem, co lekarz ma robić. Idąc tą drogą, lekarz już wówczas nie potrzebuje widzieć oczu pa- cjenta, skoro okulista je zbadał i wydał opinię. Symbolem takiego stosunku do pacjenta stał się wynaleziony ostatnio komputer diagnostyczny, który na podstawie kartek z symptomami choroby wypluwa ze swojej metalowej gardzieli diagnozę wraz ze zleceniem terapeutycznego postępowania. Taka to jest rzeczywistość dzisiejszej służby zdrowia. Może i miał rację ów jog u stóp Himalajów, który mówił mi, że pacjentem winien być Człowiek, a nie tylko jego ciało.

czytaj więcej

Towarzystwo Różdżkarzy w Londynie

Te moje diagnozy, stawiane za pomocą mikroskopowych szkieł, stanowiły pewnego rodzaju rewelację w świecie radiestezji i były demonstrowane przeze mnie na zebraniu Towarzystwa Różdżkarzy w Londynie. Wojenna zawierucha i wyjazd mój do Brazylii przerwały dalszy postęp na tej drodze. Podając powyższe jako osobiście doświadczone kuriozum, zastanawiam się razem z czytelnikami, dlaczego pendulum staje się wrażliwe na promieniowanie swoiste jakiejś mikrusowej bakterii lub pasożyta, a nie reaguje, dajmy na to, na promieniowanie ciałek czerwonych lub białych albo tkanki włóknistej lub limfy tego samego preparatu. A może znowu mamy tu do czynienia z naszym podświadomym pytaniem: o jaką tu tropikalną chorobę chodzi? – na co otrzymamy odpowiedź drogą promieni „mentalnych”, pomijając wszelkie promieniowanie lokalne. Rzeczywiście, jest to dziedzina tak zawiła i tak nieprawdopodobnie daleka od logicznych tłumaczeń, że lepiej pozostańmy tymczasem ślepi i przyjmujmy fakty z rozdziawioną buzią, jak ciekawe świata maleńkie bobo. No bo łatwo się zgodzić, a nawet już dziś udowodnić istnienie kontaktu pomiędzy biopolem człowieka a promieniowaniem otoczenia i podłoża, ale trudniej jest zrozumieć i wytłumaczyć reakcję pendulum na zadawane w wolną przestrzeń pytania. Na papierku wypisano wiele nazw chorób lub narządów i oto nasze pendulum zatrzymuje się nad którąś z nich, wyczyniając odpowiednie do umówionego kodu ruchy. Dlaczego? Czy wypisane na kartce słowo „wątroba” albo „nerka” wydzielają inne magnetyczne pola? Wszakże nie do pomyślenia jest, aby to bezduszne skupisko napisanych liter potrafiło poruszyć ciężarek pendulum. Nie. Raczej winniśmy tu myśleć o jakichś rozumnych, nadzmysłowych czynnikach, że nie mają one własnego organu porozumiewawczego na danej płaszczyźnie i korzystają z umownego kodu. Mimo woli nasuwa się tutaj nieco może humorystycznie brzmiące porównanie. (Wiem, że spotkają mnie ze strony fanatycznych radiestetów gromy oburzenia.) Przytoczę je tu jako przykład. Ciekawa to i unikalna historia, warta poważnego wglądu. Oto pewnego razu pani X stała ze swoim pieskiem przed furtką swojego ogrodu. Mijała ją właśnie jakaś młoda mamusia, pchająca przed sobą wózek z małym chłopakiem. Pani X pochyliła się nad wózkiem, pytając głośno: który rok kończysz, mój synku? Odpowiedzi nie było. Zażenowana mamusia wyjaśniła szybko, że synek jeszcze nie potrafi mówić. Pani X uparcie powtórzyła swoje pytanie: powiedz no, ile masz latek? W odpowiedzi nastąpiły trzy wyraźne szczeknięcia małego pieska u nóg… Obie panie wybuchły śmiechem. A to dobry kawał! – krzyknęła młoda mamusia – wszakże mój synek naprawdę ukończył trzy latka.

czytaj więcej

Odkrycie profesora Kirliana

Do czasu wielkiego odkrycia profesora Kirliana pojęcie siły życiowej (prany) tkwiło w strefie metapsychiki i dopiero jego ekran, a następnie szybki postęp kolorowej fotografii, sprowadziły te zjawiska na płaszczyznę realnych już i laboratoryjnych badań. Dziś mamy mnóstwo doskonałych zdjęć aury, jak chociażby przytoczony w ilustracjach liść w stanie zdrowym, a następnie ten sam liść z „krwawiącym” ubytkiem. Tak sprawa wygląda, jeśli chodzi o stronę wizualną, ale przed rokiem 1935 nikomu nie przyszło na myśl, aby tę emanującą siłę życiową zmierzyć. Wziął się do tego z prawdziwą pasją odkrywcy profesor Harold Saxton Burr z uniwersytetu Yale (USA). Rozpoczął swoje eksperymenty w asyście dr. F.S.C. Northa w swojej klinice ginekologiczno- -położniczej, a rezultat opublikował w artykule Elektrodynamika teorii życia. Odtąd, pracując bez wytchnienia, dążyli ci dwaj naukowcy do możliwie precyzyjnego wy subtelnienia swoich narzędzi, a wynikami pracy dzielili się ze społeczeństwem na łamach różnych mało znanych i mało chodliwych pism, dlatego pewnie rewelacyjne ich odkrycia wciąż spoczywały w cieniu. Zresztą może wyszło to na dobre, inni bowiem pionierzy w tejże lekarskiej dziedzinie narażali się na przykre opory, a nawet prześladowania ze strony ortodoksyjnych kolegów. Najlepszym przykładem może być praca profesora Pasteura albo Listera, którzy stracili renomę i narazili się na różne szykany jedynie z powodu stwierdzenia, że bakterie stanowią najgroźniejsze zło życia. A kiedy jeden z ich uczniów zjawił się we Francji z radosną nowiną o wielkim wynalazku, ledwie uniknął śmierci przez zlinczowanie. Fakt stał się jednak faktem: ta jakaś niewidoczna siła witalna może być mierzona subtelnym woltometrem.

czytaj więcej

Czesław Klimuszko – opis

Powtarzam, takich i tym podobnych przykładów można przytaczać bez liku i bez końca, ale cóż z tego, ludziom nauki nie wystarczą one za dowód. Potrzebne są protokoły licznych autorytetów, a tych przecież w danej chwili nie było.

czytaj więcej

Hipnoza kryminalna cz. III

Na podstawie tych i innych prawdziwych przypadków, w których zbrodniarz okazał się jedynie ofiarą, a nie rzeczywistym zbrodniarzem, zaczęto eksperymentować, wywołując sztucznie rozmaite kolizje z prawem. Tak na przykład lekarz wojskowy dr Watkins opublikował swoje bardzo ciekawe spostrzeżenia w „Journal of Abnormal and Social Psychology” (London, Vol. XLII: 1947 r.). Wezwał on mianowicie któregoś dnia kaprala X, cieszącego się nieskazitelną opinią prawego i dzielnego żołnierza, aby spróbować wydobyć od niego drogą hipnozy jakieś tajne informacje. Kapral został uśpiony i otrzymał tak zwane pohipnotyczne zlecenie, polegające na tym, iż każdorazowo, gdy hipnotyzer wręczy mu żółty ołówek, on zapadnie w głęboki sen. Po rozbudzeniu się nastąpiła poniższa rozmowa:

czytaj więcej