Monthly Archives Lipiec 2017

Klimuszko i jego przypadek

Już jako uczeń szkoły podstawowej zauważył Klimuszko w sobie jakiś dziwny instynkt odróżniania roślin leczniczych od trujących zaczął w ten sposób dopomagać ludziom chorym. Zauważył też zdolność przewidywania pewnych wydarzeń, jakie miały zaistnieć w jego szkolnym życiu. Z góry na przykład wiedział, kiedy dostanie zły, a kiedy dobry stopień, kiedy będzie klasówka i temu podobne codzienne zdarzenia. Początkowo tłumaczył to sobie nadwrażliwością nerwów. W nadprzyrodzone zdolności swoje uwierzył dopiero w klasie piątej gimnazjalnej, kiedy to pewnego dnia ni z tego, ni z owego stanął mu przed oczami jak żywy i najzupeł- niej realny obraz pogrzebu koleżanki szkolnej. Ona tymczasem przebywała na drugim krańcu Polski. W parę dni potem nadeszło potwierdzenie jej śmierci. Ten niezwykły fakt kompletnie go oszołomił. Uwierzył w nadprzyrodzoność tego zjawiska. Odtąd zaczęły się sypać podobne wydarzenia jedno po drugim, zwłaszcza że warunki okupacji niemieckiej sprzyjały niesamowitościom. Szczególnie zapamiętał on pewną podróż pociągiem natłoczonym po brzegi. W zatłoczonym wagonie znalazł zupełnie pusty przedział. Nie zastanawiał się. Jakaś niewidzialna siła usadowiła go tam. Na najbliższej stacji hitlerowcy przeprowadzili łapankę mężczyzn – pasażerów. Jego nikt nie ruszył. Jakiś esesman próbował przekroczyć próg jego przedziału, ale dziwnie za każdym razem wycofywał się.

czytaj więcej

Profesor Niehens i jego praca

Niezależność komórek wykazał też bardzo ciekawym eksperymentem Aleksy Carell. Potrafił on przechować w stanie aktywnym serce kurczęcia przez 6 ptasich pokoleń, czyli przez 25 lat. Serce zachowało wszystkie cechy młodości. Carell, też jako pierwszy, zaobserwował uzdrawiający wpływ komórki zdrowej na zespoloną z nią sztucznie komórkę chorą. Zamierająca tkanka pod wpływem świeżego bodźca nagle odżywała.

czytaj więcej

KREW I GRUCZOŁY CZ. II

Wojna porywa dr. J.S. na Zachód. Pracuje w PCK, jest członkiem Rady Narodowej państwa. Pochłaniają go sprawy społeczno-polityczne. Wojna się kończy i dr J.S. osiada w Londynie. Bierze się po dawnemu do medycyny praktycznej. Wgryza się w nią po swojemu, do głębi, ze zrozumieniem i ciekawością odkrywcy, bada od podstaw biologię i fizjologię. Goni, oczywiście, przede wszystkim myślą, ku profesorowi Pawłowi Niehensowi. Zetknął się z nim na terenie Szwajcarii i odtąd jest z nim w bliskim kontakcie. Kim jest ten profesor Niehens? Gdybym pisał książkę dla Zachodu, nie potrzebowałbym tego wyjaśniać. U nas nie zawadzi w paru słowach o tym profesorze także wspomnieć. Był Szwajcarem i tam też pracował. Piszę w czasie przeszłym, gdyż światły ten, światowej sławy lekarz, zmarł przed kilku laty. Prace swoje oparł on na doświadczeniach profesorów Virchowa i Catlego. Jak Kopernik jednym pociągnięciem pióra przekreślił superiorat ziemi, sprowadzając ją do podrzędnej roli jednej z planet wszechświata, tak profesor Virchow zdeklasował wielkość człowieka dowodząc, że jest on li tylko nikczemnym zlepkiem czterdziestu trylionów samostanowiących komórek, z których każda żyje swoim własnym niepodległym życiem i od dobrobytu ich zależy los wielkiego Homo sapiens. Ba, nawet mózg ludzki, ten ośrodek naszej mądrości, jest niczym innym jak tylko galaretowatą masą dwunastu tysięcy milionów komórek neutronowych, będących w stałym napięciu elektrycznym. Napięcie to da się wykryć skonstruowanym ostatnio aparatem, elektroencefalografem. Wyczuwa on najlżejsze drgania swoimi elektrodami, umieszczonymi w różnych punktach na czaszce.

czytaj więcej

Temat radiestezji cz. II

Jak już ustaliliśmy, według radiestezji każdy pierwiastek i każda bakteria lub drobina wytwarza swoisty związek promieniotwórczy z otoczeniem, jest to tak zwane podstawowe, czyli fundamentalne promieniowanie. Niestety, nie da się opracować i zanotować tych stałych cyfr, są one różne dla każdego badacza i odpowiadają tylko jego indywidualnemu biomagnetycznemu ładunkowi. Na tym właśnie polega trudność kontroli naukowej radiestezyjnych osiągnięć. Niczego się tu nie da uogólnić ani udokumentować, dlatego właśnie radiestezja musi pozostać w sferze niepoważnych argumentacji.

czytaj więcej

Jaką drogą dostarczyć organizmowi niezbędnych kolorów?

Dr Ponza wprowadził w swojej klinice psychiatrycznej kolorowe sale (malowane ściany i barwne szyby). W związku z tym zanotował mnóstwo ciekawych przypadków uleczenia lub poprawienia stanu chorobowego. Jeden z pacjentów, milczący neurastenik, po trzech godzinach pobytu w pokoju czerwonym stał się wesoły i gadatliwy. Inny furiat, odziany w koszulę wariata, po spędzeniu jednej tylko nocy w sali fioletowej uspokoił się zupełnie i nazajutrz został odesłany do domu. Wpływ kolorów na żywotność różnych drobnych organizmów był badany laboratoryjnie przez dr Marię Chrapowicz w Stanach Zjednoczonych. Badała ona algi, bakterie i różne pasożyty.

czytaj więcej

BARWY OCZU I DUSZY CZ. III

Przyczyną zabarwień p.ierścieniowatych dokoła tęczówki na granicy z białkówką jest zwykle zatrucie lekami, tytoniem lub produktami moczu w chronicznych stanach chorobowych. Te obwódki mgliste, żółte i ,,brudne” łatwo zauważyć.

czytaj więcej

Dwanaście soli dr. Schuesslera

Prócz mnie przyjmuje jeszcze lek Pana Doktora – siedem osób z personelu lekarskiego […] postanowiłem wykorzystać ten lek dla swoich chorych rakowych, będących w stanie beznadziejnym. Nic jeszcze pewnego nie mogę powiedzieć, jednak w dwóch przypadkach chorych rakowych po operacji żołądka i z guzem w mózgu zaznaczyła się poprawa także w dwóch wypadkach owrzodzenia żołądka z piętnastoletnim cierpieniem stwierdziłem znakomitą poprawę. Badania swoje będę prowadził nadal”. Takich listów z pozytywną opinią napływa coraz więcej, a oto jeden z nich z nieco innej dziedziny:

czytaj więcej

SOLE – CZY TYLKO SOLE? CZ. III

Cale. sulph. mieści się w naskórku i chroni przed zakażeniem. Brak tej soli powoduje przede wszystkim trudne gojenie się ran, przedłużające się ropienie ból głowy otaczający, a szczególnie – czoło zawroty głowy i nudności przy nagłych ruchach głowy wypadanie włosów wrzo- dzianki na twarzy, szczególnie u młodzieńców.

czytaj więcej

PŁATKI KWIETNE CZ. III

Dr Bach był filozofem, twierdził, że w każdym organizmie siła życiowa wibruje – wibracja chorobowa winna być zastąpiona wibracją zdrowia, najpierw w psychice, następnie w ciele fizycznym. „Umieć żyć teraźniejszością, to znaczy żyć w pełni” – zwykł on powtarzać. Wszelkie kłopoty przeszłości nie są warte pamięci, mają one znaczenie wówczas jedynie, gdy stają się przykładem, jak nie powinniśmy postępować w przyszłości. Jakże wielu z nas cierpi na samo- oskarżanie się, co sprowadza smutek i rozgoryczenie, a w następstwie depresyjną rezygnację.

czytaj więcej

PŁATKI KWIETNE CZ. II

Na podstawie dwudziestoletnich osobistych doświadczeń z pacjentami w praktyce przy ulicy Harley, a także jako konsultant wielu szpitali londyńskich, dr E. Bach wyodrębnił 38 podstawowych, negatywnych neuropsychicznych symptomów, które z kolei ulokował w siedmiu grupach, a to:

czytaj więcej

Wodolecznictwo

Osiągnięcia dr. Żniniewicza w dziedzinie wodolecznictwa uważam za szczytowe i najbardziej naukowo podbudowane, ale skoro poświęciliśmy jego metodzie tyle uwagi, musimy powiedzieć parę słów o wodolecznictwie w ogóle i kto na tę myśl nas pierwszy naprowadził. Pruderia chrześcijańskiej moralistyki przez długi, bardzo długi czas paraliżowała kontakt ciała z wodą. Mycie twarzy jedynie i rąk pokutuje do dziś szczególnie po wsiach, łazienka w domu to luksus. Projektanci nowoczesnych domów w Polsce do dziś nie uwzględniają potrzeby łazienki. Jest to obiekt nie pierwszej potrzeby. W pojęciu wieśniaka nie brud, tylko zimna woda i przeciąg stanowią niebezpieczeństwo dla zdrowia. Dlatego zwykły na pozór i niewart uwagi „wynalazek” stał się odkryciem epokowym, a nazwisko jego twórcy przeszło do historii. Oto mało wykształcony wieśniak niemiecki, prosty sobie człowiek, podziurawił dno wiaderka, zawiesił je nad głową pełne wody i zachęcał sąsiadów, by jak najszybciej szli jego śladem. I rzeczywiście, po dziś dzień cały świat naśladuje tego wieśniaka, Wincentego Priessnitza. Obserwując samego siebie, Priessnitz powymyślał rozmaite lecznicze metody stosowania wody, nie tylko z wiaderka, ale i z kompresów. Oto najpopularniejszy z nich, zwany obwijaniem. Kładło się pacjenta (po przeczyszczeniu kiszek i pęcherza!) na ławę, owijało się go mokrym ręcznikiem, później na to warstwą pokrzywy i dopiero dookoła grubym, nasiąkniętym wodą kocem. Dłonie i stopy obwijało się sucho i ciepło, do picia dawano gorącą herbatę z miodem. Kuracja trwała pół godziny. Priessnitz miał wielu uczniów, a działo się to na przełomie XVIII i XIX w. Metody Priessnitza znacznie ulepszył i nadał wodolecznictwu podstawy logiczno-nauko- we ksiądz Sebastian Kneipp (1821-1897). Jeszcze jako student zapadł on na poważną chroniczną chorobę płuc z prognozą fatalną (najpewniej była to gruźlica), ale zamiast leżeć w dusznym pokoju ze szczelnie zamkniętymi okiennicami, jak to zalecił lekarz, Kneipp codziennie i regularnie zanurzał się w lodowato zimnej wodzie i rozgrzewał się następnie gimnastyką. To postawiło go na nogi i nie tylko jego, ale postawiło na nogi cały świat, gdyż metodę przejęli inni. Odtąd pastor Kneipp oddal się całkowicie studiom nad działaniem wody na organizm i na podstawie własnych doświadczeń opracował system postępowania leczniczego, który cieszył się takim powodzeniem, że z górą 20 000 pacjentów zjeżdżało się co roku do jego wsi Wórishofen, a po jego śmierci zaczęły się ukazywać, jedna po drugiej, różne prace kontynuatorów dzieła Kneippa. Do dziś sławy nikt Kneippowi jeszcze nie odebrał.

czytaj więcej