AKUPUNKTURA

Wieść o owej dziwnej metodzie leczenia chorób drogą nakłucia skóry igiełkami wkroczyła nareszcie i w polskie granice, ale jakże późno. We Francji, Anglii i Ameryce istnieją przy wielkich szpitalach specjalne kliniki, w których stosuje się od dawna tę metodę. Wiele różnojęzycznych podręczników zdobi półki księgarskie, a w Polsce na ten temat kompletna pustka, zaledwie parę nieśmiałych artykulików w popularnonaukowej prasie. Czym należy to tłumaczyć? Polityczną izolacją od Zachodu? Chyba nie, gdyż metoda ta nie od Zachodu idzie, tylko wręcz przeciwnie, od Wschodu, od dalekich Chin, tam zrodziła się bowiem z górą pięć tysięcy lat temu. Powtarzam z naciskiem: pięć tysięcy lat temu! My z naszą alopatią schowajmy się wstydliwie. W Związku Radzieckim od kilku już lat ukazują się na ten temat książki i artykuły, a także prowadzone są eksperymenty. Wszystkie te zabiegi jednak, tak tu, jak i tam, nie mają kręgosłupa, przyjmowane są bowiem powierzchownie, bez podbudowy filozofii wschodniej. Wyniki tysiącletnich eksperymentów lekarzy chińskich przeszczepiamy u siebie na ślepo, sprowadzając je mimo woli do poziomu pomocni- czo-felczerskich zabiegów. Spadamy z roli lekarza do funkcji cyrulika puszczającego krew. Europejskie podręczniki nazywają akupunkturę „pobudzaniem korzonków nerwowych ukłuciem igiełki”. Ale tak nie jest. Tylko pozornie czynność ta jest zbliżona do naszej tak zwanej refleksowej terapii, a zalecane punkty ukłuć nie zawsze odpowiadają anatomicznym ujściom odkrytych przez nas „korzonków”. Odpowiadają czasem w swoich początkowych, górnych rejonach, natomiast w rejonie kończyn stwarzają niespodzianki. Każdy logicznie rozumujący europejski lekarz zadaje pytanie : Dlaczego nakłucie kolana ma wpłynąć korzystnie na katar nosa, a nakłucie opuszek palców ma leczyć… epilepsję? Wszystko to zakrawa na jakąś magię. Nie ma jednak rady. Pozostaje do wyboru: albo kłuć dalej na ślepo, bo tak każą Chińczycy, albo wierząc lub nie wierząc, z uśmiechem sarkazmu lub z powagą zgłębiać zasady orientalnej filozofii, a zasada wszędzie obowiązuje jednakowa. Oto, według niej, prócz znanych nam biofizycznych energii istnieje jeszcze dotąd żadnym woltometrem nie ujęta jakaś siła witalna, krążąca sobie właściwymi ścieżkami w żywym organizmie. Jak tę siłę witalną nazwiemy: praną czy magnetyzmem, fluidem, eterem czy odem – rzecz mało ważna i nieistotna.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>