Category Medycyna i Zdrowie

HIPNOTYZM

Hipnoza jest zjawiskiem dotąd nie zgłębionym i wszelkie określenia im bardziej są mądre, tym mniej są zrozumiałe. Najlepszym chyba tego przykładem jest nasza Wielka encyklopedia, gdzie pod hasłem hipnoza czytamy:

czytaj więcej

KRĘGARSTWO, CZYLI CHIROPEDIA CZ. II

Pod jego wpływem dopiero na początku XIX wieku zaczęto poważnie i naukowo traktować rolę kręgosłupa w metabolizmie żywego ustroju. Zauważono to, co on już zauważył przedtem, mianowicie ścisły związek pewnych ogólnych zachorowań z uszkodzeniem albo defiguracją stosu pacierzowego. Taki związek łatwo da się wytłumaczyć i umotywować logiką rozumowania lekarskiego, skoro się zważy, że gros nerwów naszych przechodzi poprzez kanały między- kręgowe, a więc asekuracja tych dróg nabiera wielkiego znaczenia. Najmniejsza dyslokacja kręgów lub chrząstek mię- dzykręgowych może spowodować ucisk, a skoro ten ucisk nastąpi, to odnośny pień nerwowy ulegnie zapaleniu albo zanikowi. Nie zawadzi tutaj sobie przypomnieć, że nerwy rdzeniowe nie tylko zapewniają kontakty pomiędzy układem kostnym a mięśniami oraz pomiędzy narządami z jednej strony, a mózgiem z drugiej, lecz tworzą one także naj- samodzielniejsze tak zwane sploty współczulne. Każdy z tych splotów ma własny, określony zakres działania. Tych splotów mamy kilka, a wśród nich najważniejsze, to: splot sercowy, splot trzewny, splot miedniczy. Do tego ostatniego splotu, zwanego inaczej splotem słonecznym, medycyna Wschodu, a szczególnie filozofia jogi, przywiązuje największą wagę. Jest to według niej główny akumulator energii życiowej, czyli tak zwanej prany. Splot słoneczny leży przed stosem pacierzowym tuż za wyrostkiem mieczykowatym, czyli w miejscu zwanym popularnie dołkiem. My wiemy jedynie, że silniejsze uderzenie pięścią w to właśnie miejsce, w ten „dołek”, może spowodować śmierć człowieka, a więc rzeczywiście zgadzałoby się to z owym orientalnym tłumaczeniem ważności tego splotu. Teraz rozpatrzmy kolejno wszystkie sploty:

czytaj więcej

MUZYKA CZ. II

Z innej strony: melodeklamacja czymże jest innym, jak nie umacnianiem potęgi słowa? Muzyka odgrywa tu rolę psychicznego łącznika pomiędzy słuchaczem a wykonawcą. Ostatnio czyniono obserwacje wpływu muzyki na wydajność mleka u krów. Wyniki okazały się doskonałe. A przecież krowy chyba nie można zaliczyć do świata intelektualistów. Tak więc, po krótkim wprowadzeniu, możemy z całą pewnością stwierdzić, że muzyka ma ogromny wpływ na naszą psychikę, a psychika przecież dominuje nad ciałem fizycznym. Stąd wniosek logiczny: muzyka może leczyć ciało albo przeciwnie… działać na jego szkodę.

czytaj więcej

Uleczenie Franciszki Buzu

Kiedyś telewizja francuska zorganizowała dyskusję. Wzięli w niej udział specjaliści: psychiatra, kardiolog oraz trzy osoby „cudownie” uleczone. Starali się oni jak najobiektywniej i jak najotwarciej wytłumaczyć działanie uzdrawiające Lourdes. Najwięcej czasu poświęcono przypadkowi szesnastoletniej dziewczyny Franciszki Buzu, uleczonej całkowicie z nowotworu złośliwego. Pacjentka była przedtem badana przez różne autorytety medyczne. Diagnoza brzmiała: „Stan nieuleczalny, nowotwór złośliwy z licznymi przerzutami po całej jamie brzusznej”. A jednak dziewczyna wróciła z Lourdes zdrowiutka bez najmniejszych komplikacji.

czytaj więcej

Opatka Hildegard von Bingen

Za pierwszą szkołę lekarską należy uznać uniwersytet w Salerno, gdzie profesorka opatka Hildegard von Bingen założyła olbrzymi zielnik. Po niej propagatorem ziołolecznictwa stał się Szwajcar Teofrastus von Hohenheim (1493-1541). W wiekach późniejszych oficjalna i legalna alopatía zwalczała konkurencyjne ziołolecznictwo, spychając je do wsiowego użytku, dopiero uprawnienie homeopatii ukazało potrzebę hodowli roślin leczniczych i zainteresowało tym problemem świat lekarski. O homeopatii można tomy pisać, ale nas tu interesuje wszystko po trosze, więc i jej nie pominiemy. A zaczęło się to od skromnego artykułu, jaki ukazał się w roku 1796 w „Journal der Praktischen Arctneikunst”, zawodowym piśmie lekarskim na temat nowej metody lecznictwa. Treść artykułu została wkrótce rozszerzona w książce pod tytułem: Organon der Heilkunst i to spowodowało w roku 1810 natychmiastowe zawieszenie autora, dr. C.F. Samuela Hahnemanna, w jego pracy jako wykładowcy na uniwersytecie lipskim na szczęście życzliwy mu książę Ferdynand von Anhalt-Kethen zatrudnił go od razu u siebie w roli nadwornego lekarza, gdzie przebywał aż do śmierci w roku 1843. Podczas tych trzydziestu dwóch lat Hahnemann nie próżnował miał tłum entuzjastów studentów, wydał drukiem dwa olbrzymie dzieła: Die reine Arzneimittellehre (6 tomów, rok 1822) i Die chronischen Krankheiten (4 tomy, rok 1628). Podstawą jego rewelacyjnie nowej metody było twierdzenie, że lek nie ma leczyć, ale pobudzać organizm do samoleczenia. Dlatego leki muszą być podawane w dawkach minimalnych.

czytaj więcej

Goethe i myśl Pitagorasa

Już Pitagoras rzucił myśl, że we wszechświecie istnieje supermuzyka, ogarniająca sobą wszystkie żyjące dusze. Nie jest ona uchwytna uchem, ale całym wewnętrznym jestestwem. Wpływowi jej ulegają wszystkie stworzenia, zależnie od poziomu swego intelektu.

czytaj więcej

Leczenie hipnozą

Oto pewnego dnia roku 1934 do komisariatu w Heidelbergu przyszedł jakiś jegomość z meldunkiem, że żona jego została ograbiona z większej sumy pieniędzy przez lekarza hipnotyzera, który leczył ją przez dłuższy czas. Skarżący mąż wyraził przekonanie, że prócz kradzieży lekarz nadużył swego fachu, gwałcąc chorą w transie. Zawołany przez policję jako ekspert psychiatra, dr L. Mayer, po zbadaniu pacjentki stwierdził u niej szczególny zanik pamięci dotyczący wszystkiego, co było związane z hipnozą. Pamiętała ona jedynie, że hipnotyzer kładł dłoń na jej czole, po czym traciła wszelką świadomość. Człowieka tego spotkała ona przed paru laty w pociągu, zaproponował wówczas uleczenie jej nerwowych dolegliwości. W tym celu, gdy wysiedli razem z pociągu, wziął ją za rękę i poprowadził z dworca kolejowego na miasto, wmawiając po drodze, że otacza ich ciemność i ona niczego nie widzi. Rzeczywiście, szła za nim jak niewidoma. Odtąd postępował tak zawsze i dlatego nie zna ona wcale drogi do małego pokoiku, gdzie odbywały się wszystkie seanse. Przytomność odzyskiwała na krótkie chwile i dlatego tylko pamięta wnętrze pomieszczenia, gdzie się odbywały seanse oraz wygląd mężczyzny stojącego przed nią.

czytaj więcej

Klinika Emila Coue w Nancy

W tym miejscu warto wspomnieć o darmowej klinice Emila Coue w Nancy, założonej przez tego farmaceutę w 1910 roku. Bardzo ciekawa była to klinika i jej leczenie, a powstała z przypadku. Oto pan Coue, pracując jeszcze jako farmaceuta (1882-1910), wydal jakiemuś klientowi zamiast wypisanego na recepcie lekarstwa zwykłą destylowaną wodę. W rezultacie chory nie tylko wyzdrowiał, ale zaczął nasyłać przyjaciół po ten „cudowny lek”. Ten właśnie fakt nasunął aptekarzowi myśl o potędze autosugestii. Pan Emil Coue nie był bynajmniej ani materialistą, ani człowiekiem nieuczciwym, wprost przeciwnie, potraktował swoją pomyłkę jako wspaniały drogowskaz postępowania. Założył natychmiast klinikę i lecząc różnymi namiastkami i „symulantami”, zrobił karierę. Objeżdżał przy tym całą prowincję z odczytami. Traktował tę rzecz jako rewelacyjne kuriozum, wielce pożyteczne dla ludzkości. Hasłem jego postępowania było budzenie woli do życia. Pacjenci musieli wywołać w sobie wiarę, że czują się dobrze. We wczesnych stadiach chorobowych ta metoda dawała niezwykle dobre rezultaty, a pan Emil Coue cieszył się dobrą sławą.

czytaj więcej

Doktor Puharish i wyprawa do Brazylii

Arigo leczył bardzo rozmaicie. Przy doskonałej pamięci rozporządzał zestawem najrozmaitszych ziół, a także gotowych alopatycznych preparatów, obok własnej mieszaniny proszków. Nie miał w zwyczaju pytać chorego o dolegliwości. Nie lubił nawet, gdy mu coś podpowiadano. „Jestem zarażony trądem” – oznajmił mu kiedyś któryś z pacjentów, co go wielce obruszyło. – „Niech pan głowy nie zawraca. To żaden trąd, ma pan syfilis!”

czytaj więcej

Siedmio warstwowej anatomia człowieka

To powierzchowne zaznajomienie czytelnika z czakrami powinno tymczasem wystarczyć do wprowadzenia w dziedzinę refleksów, tu bowiem należy prawdopodobnie szukać wytłumaczenia wszystkich przedziwnych zjawisk, jakie dopiero w całej pełni odsłoni chińska metoda akupunktury, czyli igłoterapii. Rozpatrując czakry widzieliśmy, że najwyższe aspiracje naszej jaźni synchronizują bodźce umie- szczoTTeta-SZCzycie głowy i na szczycie… ogona, czyli na dwóch przeciwległych’anatomicznych biegunach. To samo występuje w akupunicEtrrzeWątrobę możemy leczyć nakłuciem palucha stopy, a płuca nakłuciem wielkiego palca dłoni. Gdzie Rzym, a gdzie K rym 7 Powróć i rn \ jeszcze do tego zjawiska nie raz i nie dwa, porównując ze sobą różne metody leczenia.

czytaj więcej

Pokrewieństwo psychiczne

Najlepszym, niezbitym dowodem istnienia jakiegoś psychicznego „dubletu” jest pokrewieństwo psychiczne, a nawet całkowita wzajemna zależność bliźniąt pochodzących z jednego jaja płodowego. Przykładów takiej spójni mamy bez liku, są stwierdzone komisyjnie przez wiele powag i autorytetów. Nie miejsce tutaj na ich wyliczanie, przytoczę jeden tylko, który w zupełności winien wystarczyć i przekonać. Oto w szwedzkim miasteczku Torsaaker żyli właśnie tacy bliźniacy. Gdy jeden z nich uległ ciężkiemu wypadkowi samochodowemu, drugi (który był daleko i nic o tym wypadku nie wiedział) dostał silnych bólów w miejscach poranienia brata, tak że musiała go wziąć do szpitala karetka pogotowia. Cierpiał tak długo, aż brat wyzdrowiał. Odtąd obaj mieli trudności w nauce -jeden z powodu doznanego urazu czaszki, drugi po prostu z psychicznej solidarności. Kiedy pierwszemu sprawiono okulary, drugiemu także wzrok się pogorszył. Podobny wypadek miał miejsce także w Gimnazjum im. H. Sienkiewicza we Lwowie, gdzie stwierdzono u bliźniaków identyczny proces myślenia i postępowania. Celem łatwiejszej kontroli w nauce rozsadzono ich jak najdalej od siebie. Nic nie pomogło. Wszystkie wypracowania i matematyczne zadania podobne były do siebie jak dwie krople wody. Błędy się powtarzały.

czytaj więcej

BARWY OCZU I DUSZY CZ. II

A zrodziło się to podobno na Węgrzech, gdzie zupełnie przypadkowo pewien chłopak zauważył w dużym oku złapanej sowy ciemną, bardzo wyraźną smugę w kształcie miotełki, która pojawiła się tam w chwili, gdy sowa złamała nogę. Zastanowiło to chłopca. Pielęgnując sowę, obserwował dalej zachodzące w jej dużym oku zmiany. Zauważył, że dziwna smuga z dnia na dzień coraz bardziej się kondensuje, a miotełka łączy się we wrzeciono. Po całkowitym zrośnięciu się nogi pozostała tylko czarna kreska na tęczówce oka.

czytaj więcej

UZDRAWIACZE CUDOWNI

Leczenie tak zwanym nakładaniem rąk jest zjawiskiem bardzo starym, ślady jego możemy znaleźć we wszystkich księgach mądrości całego świata, ale najpopularniejsze stało się w dobie średniowiecznego chrześcijaństwa, gdzie każdy mnich, każdy pustelnik usiłował tym sposobem leczyć wiernych bezpośrednio albo imieniem Chrystusa. Oczywiście, inspiracja wyszła od Jezusa, który nie tylko sam czynił cuda, ale wyraźnie nakazywał takie działanie swoim apostołom, którzy „wyganiali wiele demonów i wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali” {Ew. iw. Marka 6. 13). W owych czasach każde odchylenie od normy, psychiczne czy fizyczne, tłumaczone było działaniem szatana i dlatego wszelkie „nakładanie rąk” stawało się walką z szatanem. Jezus najczęściej kładł ręce na chorej części ciała, na oczach ślepca i uszach głuchego, ale w paru wypadkach uleczył na odległość (sługę centuriona) albo zwracał się po imieniu do złych mocy, nakazując opuszczenie chorego {Marek 9.25). Wszyscy naśladowcy Jezusa czynili swoje cuda w Jego imieniu, wiemy to z ich reguł lub pamiętników. Tak czynili pustelnicy: Paulinus, św. Ambroży, Makariusz z Aleksandrii, Pachomiusz i wielu innych. Nieraz te pasaże lecznicze były wyczerpujące i wymagały szczególnego skupienia. Sulpitius Sever opisuje, że zanim uzdrowił sparaliżowaną dziewczynkę. musiał się wpierw położyć krzyżem i odbyć dłuższą mo- dlitwę, później kazał podać olej, pobłogosławił go i wlał w usta pacjentki. Ta procedura z olejem wprowadzona została oficjalnie do egzorcyzmów i trwała do końca wieku czwartego. A w ogóle, czymże były tak zwane egzorcyzmy, jeżeli nie „nakładaniem rąk” w tej lub innej formie, z towarzyszeniem przepisanych formuł zaklęciowych, aby skutecznie zwalczyć szatana. Egzorcyzm bynajmniej nie wiąże się z chrześcijaństwem, gdyż, na ogół, Żydzi uważani byli przez Rzymian za magów i często wzywani do chorych. W wieku IV powstał specjalny urząd „egzorcystów” zatwierdzanych przez biskupów. Oni też nie tylko wypędzali diabła, ale i leczyli.

czytaj więcej