Doktor Puharish i wyprawa do Brazylii

Arigo leczył bardzo rozmaicie. Przy doskonałej pamięci rozporządzał zestawem najrozmaitszych ziół, a także gotowych alopatycznych preparatów, obok własnej mieszaniny proszków. Nie miał w zwyczaju pytać chorego o dolegliwości. Nie lubił nawet, gdy mu coś podpowiadano. „Jestem zarażony trądem” – oznajmił mu kiedyś któryś z pacjentów, co go wielce obruszyło. – „Niech pan głowy nie zawraca. To żaden trąd, ma pan syfilis!”

Ale nie te wspaniałe i trafne diagnozy ani też leczenie proszkami zdumiewało doktora Puharisha, tylko genialne wprost, nie dające się niczym wytłumaczyć właściwości chirurgiczne Ariga, jego wrodzona znajomość anatomii i nadprzyrodzone parapsychiczne manipulacje rąk. Arigo nie traci czasu na mycie tych rąk, na przygotowanie pola operacyjnego lub inne podobne „głupstwa”. Chwyta pierwszy lepszy nóż, a gdy go nie ma pod ręką, pożycza od któregoś z czekających w kolejce pacjentów. Obciera go o po- dokumentalnych, świadectw podpisanych przez najwyższe autorytety naszego emigracyjnego społeczeństwa. Wszyscy zdążyli przejść przez cudotwórcze ręce pani Walerii: senatorowie, ministrowie i gene rałowie… o nazwiskach znanych, szanowanych, godnych zaufania. My więc musimy wierzyć w prawdę dokonanych zabiegów i ich rezultaty nie potrzebujemy innych sprawdzań i dochodzeń. A więc te wszystkie przypadki uleczonych nowotworów, „beznadziejnych” stanów ślepoty, paraliży dziecięcych i tym podobne zjawiska, przestały być dla nas cudami, stały się realną rzeczywistością, niezaprzeczalnym faktem. Nawet to wskrzeszenie młodego chłopca – Andrzeja – przestało być cudem, a stało się faktem wołającym o cierpliwość, zanim znajdzie się wytłumaczenie.

Tymczasem zaczęły napływać z szerokiego świata różne plotki, może nie plotki, a wieści przedziwne, że gdzieś w różnych zapadłych kątach Afryki, Brazylii czy dalekich wysp oceanicznych jacyś czarownicy dokonują zabiegów operacyjnych bez pomocy narzędzi, że wkładają dłonie w jamę brzuszną bez cięcia jej powłok, że dokonują dowolnych przesunięć wewnętrznych organów, wyjmują je lub wkładają z powrotem, bez bólu i bez krwi. Żądna sensacji prasa raz po raz podaje nazwiska i adresy tych jakichś dalekich, zagubionych w świecie cudotwórców, tych burzycieli ustalonych fizjologicznych praw.

W roku 1963 znany badacz parapsychicznych zjawisk, autor licznych na ten temat książek, odkrywca i protektor sławnego Uri Gellera, doktor medycyny Andrzej Puharish wyruszył do Brazylii, aby zbadać na miejscu niesamowite opowieści o działalności jakiegoś healera Arigo. Kilkomie- sięczny pobyt i współpraca doktora Puharisha z owym Arigo potwierdziły w całej pełni nieprawdopodobnie brzmiące historie. Oto człowiek ten, uosobienie prymitywu, na poły analfabeta, nie mający zielonego pojęcia o higienie, załatwia pozytywnie 300-400 pacjentów dziennie, stawiając bezbłędne diagnozy. Arigo nie liczy się z nikim i niczym,

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>