Goethe i myśl Pitagorasa

Już Pitagoras rzucił myśl, że we wszechświecie istnieje supermuzyka, ogarniająca sobą wszystkie żyjące dusze. Nie jest ona uchwytna uchem, ale całym wewnętrznym jestestwem. Wpływowi jej ulegają wszystkie stworzenia, zależnie od poziomu swego intelektu.

Myśl Pitagorasa podjął i rozwinął Goethe, aż oto i najnowsze badania naukowe udowodniły niezbicie istnienie w wielkiej, nieobjętej przestrzeni tak zwanej muzyki kosmosu. Ta muzyka nie jest wartością stałą. Zależy prawdopodobnie od jakichś innych, nieznanych zmian we wszechświecie, gdyż nasila się faliście, okresowo. Tym można tłumaczyć grupowe narodziny geniuszów muzycznych. W tej muzyce kosmosu nie instrumenty są odbiornikiem, lecz żywe istoty. One rezonują. Zresztą nie tylko dźwięk, ale i barwa jest wyrazem tej muzyki kosmosu, wszakże te oba pojęcia są ze sobą ściśle powiązane. Dlatego wszelkie przejawy sztuki są dziełem muzyki kosmosu, a składa się ona z trzech elementów : melodii, harmonii i rytmu. Odpowiadają one trzem elementom intelektu: myśli, uczuciu i woli. One z kolei odpowiadają trzem zasadniczym barwom: niebieskiej, czerwonej i zielonej.

Najnowocześniejsze, eksperymentalne, naukowe badania nad wpływem muzyki na psychikę człowieka przeprowadza obecnie wiedeńska szkoła profesora Rudolfa Steinera. Jest to jednocześnie szkoła dla dzieci upośledzonych i niedorozwiniętych. Profesor Steiner badania swoje prowadzi w trzech kierunkach: melodii, rytmu i harmonii. A wygląda to tak: chory otrzymuje pałeczki i bębenek oraz zlecenie wybijania na nim taktu. Przy fortepianie zasiada terapeuta- -akompaniator i stara się dopasować swoją melodię do wybijanego taktu. Przeważnie w krótkim już czasie da się zauważyć obopólne dążenie do synchronizacji dźwięków. Jednocześnie daje się zauważyć radość pacjenta z osiągniętego postępu. Oczywiście, akompaniament należy wyszukiwać, odgadując tendencje rytmiczne chorego. Nie jest to rzecz łatwa i wymaga dużego doświadczenia. Ta metoda wykaże, czy pacjent pozbawiony jest całkowicie wyczucia rytmu, czy ma tendencje twórcze. Może rytm którejś z próbnych melodii szczególnie go drażni? Obserwujemy wybijany pałeczkami rytm. Może być on automatyczny (bezmyślny) lub paralityczny, dorywczy albo też świadomy, lecz nie skoordynowany. Często obojętny początkowo, po chwili zaczyna się zapalać. Na policzki chorego wówczas występują rumieńce, a oczy nabierają wyrazu radości. Czasami dziecko wpada w entuzjazm, tupie i krzyczy. Odtąd pacjent taki zaczyna oczekiwać z niecierpliwością następnego seansu. Oczywiście, nie wszystkie dzieci reagują jednakowo. Nie wszystkie tak łatwo poddają się odczytywaniu muzyki. Bywają na przykład takie, którym odpowiada jedynie śpiew, a nie znoszą instrumentów. Inne tłuką pałeczkami w bęben, wytwarzając niesamowity hałas, w którym się wyżywają. Zresztą jest to cecha charakterystyczna dla prymitywu. Podczas swego długoletniego pobytu w Afryce zauważyłem, że wszyscy tubylcy nastawiają głośniki radia na maksimum możliwości, tak że w barach i restauracjach nie można się dogadać. Jak powiada profesor Steiner, wprawny akompaniator-terapeuta zawsze w końcu znajdzie odpowiednią melodię, która dopasuje się do wariackiego bębenka i jakoś chorego uspokoi. Pacjent w takich wypadkach „temperuje się”, rytmem swoich uderzeń zaczyna odpowiadać, zapala się, interesuje i uzgadnia. Ma to olbrzymie znaczenie lecznicze. W akcji leczniczej ogromnie pomocny bywa magnetofon. Odczytując bowiem zanotowane lekcje, łatwiej jest zaobserwować postęp dziecka. Każde posiedzenie trwa zazwyczaj 15 minut. Czas trwania całego leczniczego cyklu jest bardzo różny. Podczas gdy jednych rozszyfrowuje się po paru posiedzeniach, inni wymagają całego roku regularnych, co drugi dzień odbywanych lekcji. Czasem chorzy zacinają się lub wpadają w egzaltację.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>