Klimuszko i jego przypadek cz. II

W końcu Klimuszko osiada na stałe w Elblągu. Tu zaczynają się do niego pielgrzymki ludzi szukających swoich najbliższych, zagubionych w zawierusze wojennej. Klimuszko wskazuje im dokładnie miejsce pobytu jedynie na podstawie okazanych fotografii. Trudno przytoczyć treść tych wszystkich listów dziękczynnych z oryginalnymi podpisami ojców, matek, braci i przyjaciół. Wybiorę z tego stosu kilka najbardziej ciekawych i zaskakujących.

Przypadek pierwszy. Młoda dziewczyna wyruszyła pociągiem z Sokółki Białostockiej do Gdyni, ale tam nie do- tarła. Jej siostra, pani Beberowska, doręczyła Klimuszce fotografię zaginionej, błagając o wyjaśnienie. Nie namyślając się długo, Klimuszko rzekł:

– Dziewczyna została okrutnie zamordowana. Stało się to na skraju lasu, niedaleko większego miasta. Ciało jej leży w odległości 300 metrów od toru kolejowego, w kierunku północno-zachodnim od tego miasta.

Klimuszko ciekaw był nazwy tego „większego miasta”, zaczął rozumować: skoro dziewczyna pojechała przez Białystok i miała tam oczekiwać na połączenie kolejowe, prawdopodobnie tym „większym miastem” był Białystok.

Wkrótce wszystkie detale tej przepowiedni sprawdziły się. Ciało odnaleziono dokładnie 300 metrów od toru i na północny zachód od miasta. Przepowiednia się sprawdziła, ale logika zawiodła. Tym miastem bowiem nie był Białystok, tylko Olsztyn.

Przypadek drugi. W roku 1948 zjawił się u Klimuszki starszy, nieznajomy, elegancki jegomość, z wyglądu lekarz albo mecenas. Wręczył fotografię syna i prosił o informacje o nim. Czesław Klimuszko, spojrzawszy na nią, zawołał :

– Widzę go, jedzie na motocyklu szosą z Łunińca i nagle zakryła go mgła… niedobrze! To oznacza śmierć. (Ciekawe, że u Walerii Sikorzyny mgła nad człowiekiem oznaczała także śmierć!)

– Panie – zawołał nagle klient. – Najmocniej, najserdeczniej pana przepraszam. Postąpiłem niegodnie. Za namową złych ludzi chciałem zdemaskować pana jako oszusta i kuglarza. Teraz przekonałem się naocznie o fenomenalnych pańskich zdolnościach, bo któż by potrafił wymienić tak mało znaną mieścinę, jak Łuniniec, gdzie rzeczywiście syn mój pracował i gdzie zamordowały go bandy ukraińskie, gdy jechał motocyklem.

Przypadek trzeci. Pracownia malarza Kłosowskiego w Zakopanem. Ledwie Czesław Klimuszko przekroczył próg, rzuciwszy okiem na portret kobiety, wykrzyknął:

– Ależ ta osoba jest ciężko chora na gruźlicę! Któż to taki?

– To moja żona – odparł malarz. – Właśnie niedawno zmarła na gruźlicę.

Przypadek czwarty. W czerwcu przyszedł do Prabut młody jeszcze człowiek i wręczając fotografię jedenastoletniej córki oświadczył, że od Nowego Roku nic o niej nie wie. Wyszła z domu do sąsiedniej wsi, ale do tej wsi nie dotarła. Wszelkie poszukiwania zawiodły.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>