Klinika Emila Coue w Nancy

W tym miejscu warto wspomnieć o darmowej klinice Emila Coue w Nancy, założonej przez tego farmaceutę w 1910 roku. Bardzo ciekawa była to klinika i jej leczenie, a powstała z przypadku. Oto pan Coue, pracując jeszcze jako farmaceuta (1882-1910), wydal jakiemuś klientowi zamiast wypisanego na recepcie lekarstwa zwykłą destylowaną wodę. W rezultacie chory nie tylko wyzdrowiał, ale zaczął nasyłać przyjaciół po ten „cudowny lek”. Ten właśnie fakt nasunął aptekarzowi myśl o potędze autosugestii. Pan Emil Coue nie był bynajmniej ani materialistą, ani człowiekiem nieuczciwym, wprost przeciwnie, potraktował swoją pomyłkę jako wspaniały drogowskaz postępowania. Założył natychmiast klinikę i lecząc różnymi namiastkami i „symulantami”, zrobił karierę. Objeżdżał przy tym całą prowincję z odczytami. Traktował tę rzecz jako rewelacyjne kuriozum, wielce pożyteczne dla ludzkości. Hasłem jego postępowania było budzenie woli do życia. Pacjenci musieli wywołać w sobie wiarę, że czują się dobrze. We wczesnych stadiach chorobowych ta metoda dawała niezwykle dobre rezultaty, a pan Emil Coue cieszył się dobrą sławą.

Dwudziestokilkuletni pobyt w Afryce i bliski kontakt z rozmaitymi „czarami” przekonały mnie, że głównym, a może nawet jedynym czynnikiem działającym jest potężna, niczym nie zachwiana wiara, pewność, że zapowiedziane przez czarownika lub tradycyjne przeznaczenie zjawisko musi zajść. Ta prymitywna, surowa, pierwotna i nieskażona wiara, nie zepsuta żadnym krytycyzmem, indywidualną analizą lub filozofią, jest energią sama w sobie. Człowiekowi cywilizacji, obciążonemu dziedzicznymi i aktualnymi kompleksami, trudno jest zdobyć się na taką właśnie „kryształową” wiarę. Bezwzględna w swej głębokości wiara człowieka prymitywnego nie zna możliwości wyjątku, nie dopuszcza nawet myśli o niepowodzeniu. Co z nakazu ma’ się stać, to się stanie. Tym się tłumaczą telepatią narzucone zgony, które w istocie swojej są niczym innym jak autosugestią albo psychicznym samobójstwem. Byłem świadkiem podobnego zjawiska. W okolicy Amani (znana stacja biologii doświadczalnej) w Tanzanii istnieje wzgórek samobójstw każdy o tym wie. Od czasu do czasu zachodzą tam wypadki, do których spełnienia potrzebny jest atawistycznie dziedziczony z pokolenia na pokolenie rytuał. Kandydat czy kandydatka musi wykonać odpowiednią liczbę obrotów dokoła osi swego ciała, musi wyszeptać właściwe zaklęcie, określoną ilość razy splunąć, aż wreszcie na zakończenie z gestem rezygnacji rozbić na specjalnym kamieniu swój z gliny ulepiony garnek. W tym momencie następuje śmierć – bezbłędnie i natychmiast, bo tak musi być. Właśnie byłem na pogrzebie takiej młodej samobójczyni.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>