KREW I GRUCZOŁY

A właściwie co w medycynie jest „dziwne”, a co zwykłe, naprawdę trudno orzec. Sądzę, że ta ocena w wielkim stopniu zależy od człowieka, od lekarza, od jego podejścia do sprawy. Olbrzymia większość dla ułatwienia sobie życia postępuje szablonowo, stosując utarte formułki według narzuconych reguł. Inni, a jest ich znikoma mniejszość, łamią sobie głowę nad każdym pacjentem, jak by tu wynaleźć inną, lepszą drogę. Eksperymentują oni na sobie, na żonie, na najbliższych przyjaciołach. Takiego właśnie rodaka poznałem w Londynie. Ciekawy typ. Idealista, od młodych lat przebojem torował drogę dla swoich prawdziwie demokratycznych, głęboko ludzkich haseł. Przedwojenny, ludowy, społeczny działacz z Kielecczyzny, umysłowy pionier, typowo polski „inicjator”. Szperacz i wynalazca. Doszedł do wniosku, że skoro podstawą życia jest krew, ona bowiem roznosi pożywienie, ona regeneruje martwotę, stąd logiczny wniosek – można wstrzykiwać młodą krew starcom.

Siedemdziesięcioośmioletnia staruszka na tle sklerozy i ogólnego wyniszczenia od dwóch już lat całkowicie straciła wzrok. Specjaliści orzekli, że stan jej jest beznadziejny. Sklerotyczny zanik siatkówki, degeneracja nerwu ocznego. Nasz doktor zdecydował się, nie było tu nic do stracenia. Młoda wnuczka starej pacjentki okazała się odpowiednią krwiodawczynią. Więc dr J.S. brał od niej krew i bezpo- średnio raz po raz wstrzykiwał ją babci pod skórę, tuż pod gałki oczne. Kuracja trwała miesiąc. Chora odzyskała wzrok.

Trzeba trafu, ta właśnie krwiodawczyni wnuczka poszła na służbę do ministra kolei Butkiewicza. Któregoś dnia telefon do szpitala. Wielki rejwach. Biegają, szukają, gdzie jest dr J.S.?…

– Kolego! – wołają. -Odchodzicie od nas? Przenosicie się do kolejnictwa?

– Dlaczego? – pyta dr J.S. zdziwiony.

– No, bo sam minister kolei dzwonił.

Okazało się, że babcia ministra także od kilku lat jest niewidoma. Powiedziano mu o „cudownym” lekarzu, prosił więc o pomoc. W tym przypadku profesor Lauber postawił diagnozę: Chorioretinitis degenerativa (degeneracja siatkówki). Nie ma mowy o wyleczeniu. Ale dr J.S. telefonuje do profesora Laubera. Pyta go, czy może eksperymentować.

– Ależ, panie kolego, komuż krew może zaszkodzić?

Zastrzyknął więc 10 cm domięśniowo, a 2 cm pod oczy i tak przez trzy dni. Po trzech miesiącach chora „przejrzała”. Zachwyt. Profesor Lauber winszuje. Następnym pacjentem staje się protegowany ministra Butkiewicza, premier Prystor. Cierpi od lat na angina pectoris ma nadciśnienie. Bierze 16 tabletek nitrogliceryny dziennie, ale niewiele to pomaga. Po dwóch tygodniach kuracji „krew do krwi” – chory odstawia nitroglicerynę i czuje się świetnie. Jest jak nowo narodzony.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>