MAGNETYZM CZ. II

Sięgnijmy jeszcze po rocznik angielskiego miesięcznika „New Scientist” z roku 1960. Znajdziemy tam wiele artykułów odmawiających psychoanalizie wszelkiego sensu i racji bytu. Żądają tam statystycznych dowodów, a przecie sam charakter postępowania psychoanalitycznego wyklucza statystykę. Zresztą, szkoda słów. Tam gdzie występuje tendencyjna uparta złośliwość, tam nie pomoże i statystyka. Na fanatyczny sarkazm nie ma lekarstwa. Wykazały to ostatnie doświadczenia, na przykład: Brytyjskie Towarzystwo Badań Psychicznych (Society for Psychic Research) przeprowadziło skrupulatne badania 85 000 przypadków, udowadniając bez najmniejszej wątpliwości istnienie telepatii. „Trzeźwa” krytyka jednakże pozostała nieprzejednana, a nie widząc wyjścia, po prostu orzekła arbitralnie, że statystyka niczego jeszcze nie dowodzi. Zapomnieli widocznie panowie krytycy, że drogą tej samej upartej negacji podważyli najbardziej znaną i przyjętą teorię dziedziczności. Opiera się ona bowiem wyłącznie na statystyce.

Ciekawy był człowiek z tego Mesmera i zasługuje na szersze tutaj omówienie. Urodził się w roku 1734 w Wiedniu i tam zyskał cenzus naukowy. Już podczas studiów uniwersyteckich pochłonęła go myśl o jakowejś energii potencjalnej, wypełniającej żywe organizmy i emanującej z nich w formie magnetycznych, sugestywnych promieni. Nazwał ją magnetyzmem zwierzęcym. Po ukończeniu studiów medycznych jął wypróbowywać eksperymentalnie na różnych pacjentach siłę tych promieni i metody sterowania ich niewidzialną siłą. Indywidualnie lub grupowo wprowadzał swoich pacjentów w trans nastrojową muzyką, półmrokiem lub efektem nastrojowych lamp. Łączył ich w koła wzajemnym uściskiem rąk, jednym słowem, przywiązywał wielką wagę do czynników zewnętrznych, wpływających na stan psychiczny. Te ekscentryczne, tchnące niesamowitością seanse, a także jego trudny, uparty i egocentryczny charakter, sprowadziły nań wkrótce lawinę zarzutów, zwłaszcza ze strony konkurentów po fachu. Jednocześnie rosła jednak sława „cudotwórcy”. Mnożyły się „cudowne” przypadki uzdrowienia. Obok pamfletów pomawiających go o oszustwo i szalbierstwo pojawiały się w prasie panegiryki i listy dziękczynne. Doktor Mesmer stał się ośrodkiem zainteresowania Wiednia. Trwało to 12 lat, aż zaszedł wypadek, który decydująco zaważył na dalszym jego losie.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>