MAGNETYZM CZ. III

Oto niewidoma od urodzenia córka osobistego sekretarza cesarzowej została przez Mesmera uleczona. Nieszczęście chciało, że przedtem była ona pacjentką nadwornego lekarza, który przez 10 lat stosował bezskutecznie pijawki i upuszczanie krwi. Oczywiście, poczuł się teraz urażony. Rozpoczął więc energiczną, zajadłą akcję zniesławiania konkurenta. Tymczasem ojciec uzdrowionej dziewczynki ogłosił w prasie list wychwalający Mesmera i jego metody. Zaciekawiona cesarzowa kazała przywołać przed swoje oblicze uzdrowioną pacjentkę. Przerażony konsekwencjami lekarz nadworny jął przekonywać ją o szalbierstwie Mesmera. Jednocześnie udał się do ojca chorej, aby mu wytłumaczyć, że cesarzowa wzywa córkę jedynie po to, aby odebrać zasiłek chorobowy, jaki dotąd rodzina jej pobierała. Ta intrygancka akcja była prowadzona tak przebiegle i sprytnie. że Mesmer poczuł się bezsilny i zrezygnował z walki. Jednak dobiło go to moralnie, porzucił więc Wiedeń, przenosząc się do Paryża. Sądził naiwnie, że tutaj w ciszy i spokoju potrafi dalej prowadzić swoje naukowe dociekania. Niestety, sława jego podążyła za nim na nowy teren. Francuski świat lekarski również poczuł się zagrożony. Postanowiono zniszczyć intruza natychmiast. Akademia Medyczna zażądała od niego rzeczowych przykładów prawdziwości i pożyteczności nowych metod leczenia. Miał dostarczyć w krótkim czasie dowody całkowitego uzdrowienia jakichś przypadków uznanych najpierw za nieuleczalne. W odpowiedzi Mesmer wybrał kilka takich przypadków zaświadczonych na piśmie przez Akademię i wraz z pacjentami przeniósł się pod Paryż, w ciche ustronie, aby nikt mu w pracy nie przeszkadzał. Po trzech miesiącach zażądał zwołania komisji celem stwierdzenia pozytywnych rezultatów. Niestety, Akademia Medyczna zlekceważyła jego zaproszenie. Wówczas zwrócił się z pismem do Królewskiego Towarzystwa Lekarskiego, ale i ono pod naciskiem Akademii wymówiło się od opiniowania. Najzabawniejsza była treść tej odmowy, mianowicie kategorycznie żądano od Mesmera, ażeby natychmiast przedstawił im ten „magnetyzm zwierzęcy” w proszku albo w płynie, ostatecznie w postaci maści do zbadania laboratoryjnego. Kiedy wreszcie przekonał ich o absurdzie tego żądania, zgodzono się przybyć, ale termin wizytacji zaczęto przekładać z dnia na dzień. Gdy sporządzono raport powizytacyjny, nikt nie chciał go podpisać. Po prostu oświadczono logicznie, że skoro on pacjentów uleczył, eo ipso nie byli „nieuleczalni”. Dziewczyna niewidoma odzyskała wzrok? A może i bez tej magnetyzacji wróciłaby do zdrowia? Nikt zaręczyć nie może, pewnie udawała ślepotę.

Ciało innej pacjentki pokrywały rany skrofuliczne – któż może zaręczyć, że i bez magnetyzowania jej młody organizm w końcu sam by choroby nie zwalczył?

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>