Maniakalna psychoza króla hiszpańskiego Filipa

Inny zupełnie charakter miała maniakalna psychoza króla hiszpańskiego Filipa. Nie tańczył on i nie krzyczał. Wprost przeciwnie, zamknął się w odosobnieniu i odmawiał przyjęcia żywności. W tym czasie przywędrował na jego dwór sławny włoski śpiewak Farinelli. Zrozpaczona królowa wezwała śpiewaka i kazała mu w sąsiedniej izbie nieustannie śpiewać. Król był tak tym śpiewem oczarowany, że obiecał w nagrodę spełnić każde życzenie śpiewaka. Wówczas Farinelli za podszeptem królowej zażądał, aby król natychmiast powrócił do swoich codziennych czynności. Król dotrzymał obietnicy. Ogolił się i poszedł na posiedzenie rady państwa. Odtąd Farinelli śpiewał królowi do snu swoje piosenki przez dziesięć jeszcze lat, czyli aż do samej śmierci Filipa. Nie zdarzyło się, aby król poprosił go o inną melodię.

Najłatwiej ocenić wpływ leczniczy muzyki na własnej skórze. Tak właśnie uczynił pewien Anglik, Robert Bur- ton, publikując w roku 1632 swój traktat naukowy pod tytułem Anatomia melancholii. Oto na przykładzie własnego charakteru i własnych doświadczeń dowodził on w nim wielkiego znaczenia muzyki w lecznictwie. Burton nie był lekarzem, toteż wywody jego nie były zawodowe i nie zyskały popularności. Dopiero w sto lat później lekarz angielski Brocklesby, opierając się na wielu przykładach ze swojej praktyki, opracował poważne dzieło pod tytułem Refleksje na temat starożytnej i nowoczesnej muzyki stosowanej leczniczo w rozmaitych przypadkach chorobowych (1749). Jest to pierwszy podręcznik tego typu. Odtąd coraz więcej lekarzy wypowiada się n łamach pism i w książkach na temat związku muzyki z fizjologią układu nerwowego, związku rytmu z pulsem itp. Zjawiają się też obserwacje fachowe na temat wpływu muzyki na oddech, ciśnienie krwi, trawienie, no i przede wszystkim na… psychikę. Richard Browne badał szczególne znaczenie śpiewu na cyrkulację krwi. Twierdził on, że śpiew potrafi utlenić płuca bardziej od najgłębszego wdechu. Dlatego śpiew może być szkodliwy przy stanach zapalnych płuc, natomiast leczniczo działa przy chronicznych chorobach płuc, np. przy astmie. Twierdził on, że racjonalnie prowadzone ćwiczenia śpiewu w przerwach pomiędzy atakami astmy mogą całkowicie im zapobiec. We Francji zjawiły się na ten temat głosy bardzo wcześnie, bo już w roku 1748 doktor medycyny Louis Roger wydał drukiem swój Traktat o efekcie muzyki na ludzkie ciało. Jednakże, jak dotąd, wszyscy autorzy ujmowali ten temat ogólnikowo. Pierwszym chyba, który rozpatrzył utwory muzyczne, a nawet instrumenty pod medycznym kątem widzenia i przeprowadził ich selekcję, dostosowując do poszczególnych zachorowań, był Pargeter (1760-1810). Pełny rozkwit tej dziedziny nastąpił dopiero w latach ostatnich, kiedy zapanowała w świecie nowa nauka psychologia. Ona to ożywiła dotychczasową neuropsychiatrię, podsuwając między innymi nową całkowicie ideę stosowania muzykoterapii w szpitalach psychiatrycznych, a także w toku rehabilitacji ułomnych i debilów. Powstał dział techniczny, szkolący upośledzonych fizycznie pacjentów w używaniu, a nawet tworzeniu instrumentów muzycznych. Zaczęła się też produkcja specjalnie konstruowanych protez, umożliwiających kontynuację przerwanych kalectwem umiejętności. W ostatnich latach zjawiły się nawet protezy dłoni, umożliwiające grę na fortepianie, a nawet finezyjnie wykończone palce do obejmowania szyjki skrzypiec uciskiem na struny. Celowość tych ćwiczeń zachęca pacjentów do nadzwyczajnych wysiłków, czego dokonać nie potrafi bezużyteczna, zwyczajna gimnastyka. Obserwowany oczami inwalidy własny postęp we władaniu instrumentem podnosi chorego na duchu, zachęca do życia, dodaje werwy psychicznej. Bardzo ciekawe są najnowsze zdobycze w stosowaniu muzykoterapii u ślepców i głuchych. O ile pierwsze nie wydaje się tak dziwne, to drugie trąci paradoksem. A jednak fakt jest faktem. Głuchych uczą muzyki drogą odczucia wibracji poprzez deski parkietu w tańcu, poprzez dotykanie wieka fortepianu albo bezpośredni kontakt z pęcherzem bębna, w który sam chory uderza. Oczywiście, największe pole do popisu ma muzyko- terapia w szpitalach neuropsychiatrycznych. Większe szpitale w Londynie, Amsterdamie czy też Paryżu prowadzą już specjalne oddziały pod kierunkiem specjalistów lekarzy- -muzykologów. Ćwiczenia grupowe, różne orkiestry i chóry mają olbrzymie znaczenie społeczne. Wielu chorych z kompleksami niższości wchodzi w społeczeństwo. Biorąc odpowiedzialność za swój instrument, biorą czynny udział we wszelkich akcjach i przez to czują się potrzebnymi i pożytecznymi obywatelami. Ten czynnik właśnie, obok zainteresowania samą grą, odgrywa wielką rolę. Wspólnie odgrywana melodia wprowadza pewnego rodzaju poczucie wspólnoty psychicznej pomiędzy pacjentami. Ostatnio ukazał się w Londynie miesięcznik „Journal of Musie Therapy”. Potrzebę rozpowszechniania muzyki jako terapii psychoner- wicowej uzasadnia chociażby fakt, że w USA w roku 1970 naliczono z górą 16 milionów psychopatów!

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>