MUZYKA

Któż może wątpić w oddziaływanie muzyki na psychikę człowieka? Nawet zwierzęta ulegają urokowi melodii. Wie- leż to psów reaguje na tony patefonu albo wtóruje wyciem, gdy ich pan uderzy w klawiaturę. Jednak nie każda melodia im (jak i nam) odpowiada. A jeśli odpowiada, to nie zawsze, nie w każdym nastroju. Stan nerwów bowiem wiąże się ściśle z melodią i rytmem. Ta sama muzyka raz drażni, innym razem koi. Znane są piosenki, na których „sumieniu” spoczywa wiele samobójstw. Do nich podobno należała węgierska piosenka przedwojennej doby pod nazwą: Ostatnia niedziela. Nie tragiczne jej słowa powodowały depresję, tylko właśnie beznadziejność melancholijnej melodii.

Spróbujmy poddać się kontemplacji albo modlitwie przy dźwiękach wrzaskliwego jazzbandu, a później przejdźmy do Bacha, czyż potrzebny tu jakiś komentarz? Rytm muzyczny potrafi wprowadzić człowieka w somnambuliczny stan i spowodować histeryczne konwulsje. Najlepszym dowodem były słynne tańce derwiszów albo innych afrykańskich tancerzy. W Afryce lub Indiach sam bęben tylko swoim monotonnym rytmem doprowadza do orgiastycznych, a nawet ludożerczych misteriów. Gdzie indziej tenże bęben potrafi usypiać i koić.

Dlatego w pojęciu ludzi Wschodu muzykę należy dzielić na boską i szatańską. Czy koniecznie mamy przypisywać ten podział Wschodowi? Czymże tłumaczyć te wszystkie wyuzdane orgiastyczne występy beatlesowskiej młodzieży, gdzie pod wpływem jakiegoś wydzierającego się wniebogłosy brodatego kudłacza dziewczęta wpadają na sali w dziki szał, zdzierają z siebie bluzki i majteczki. Czy taki wpływ należy zaliczyć do boskiej sugestii?

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>