Goethe i myśl Pitagorasa

Już Pitagoras rzucił myśl, że we wszechświecie istnieje supermuzyka, ogarniająca sobą wszystkie żyjące dusze. Nie jest ona uchwytna uchem, ale całym wewnętrznym jestestwem. Wpływowi jej ulegają wszystkie stworzenia, zależnie od poziomu swego intelektu.

czytaj więcej

Leczenie hipnozą

Oto pewnego dnia roku 1934 do komisariatu w Heidelbergu przyszedł jakiś jegomość z meldunkiem, że żona jego została ograbiona z większej sumy pieniędzy przez lekarza hipnotyzera, który leczył ją przez dłuższy czas. Skarżący mąż wyraził przekonanie, że prócz kradzieży lekarz nadużył swego fachu, gwałcąc chorą w transie. Zawołany przez policję jako ekspert psychiatra, dr L. Mayer, po zbadaniu pacjentki stwierdził u niej szczególny zanik pamięci dotyczący wszystkiego, co było związane z hipnozą. Pamiętała ona jedynie, że hipnotyzer kładł dłoń na jej czole, po czym traciła wszelką świadomość. Człowieka tego spotkała ona przed paru laty w pociągu, zaproponował wówczas uleczenie jej nerwowych dolegliwości. W tym celu, gdy wysiedli razem z pociągu, wziął ją za rękę i poprowadził z dworca kolejowego na miasto, wmawiając po drodze, że otacza ich ciemność i ona niczego nie widzi. Rzeczywiście, szła za nim jak niewidoma. Odtąd postępował tak zawsze i dlatego nie zna ona wcale drogi do małego pokoiku, gdzie odbywały się wszystkie seanse. Przytomność odzyskiwała na krótkie chwile i dlatego tylko pamięta wnętrze pomieszczenia, gdzie się odbywały seanse oraz wygląd mężczyzny stojącego przed nią.

czytaj więcej

Klinika Emila Coue w Nancy

W tym miejscu warto wspomnieć o darmowej klinice Emila Coue w Nancy, założonej przez tego farmaceutę w 1910 roku. Bardzo ciekawa była to klinika i jej leczenie, a powstała z przypadku. Oto pan Coue, pracując jeszcze jako farmaceuta (1882-1910), wydal jakiemuś klientowi zamiast wypisanego na recepcie lekarstwa zwykłą destylowaną wodę. W rezultacie chory nie tylko wyzdrowiał, ale zaczął nasyłać przyjaciół po ten „cudowny lek”. Ten właśnie fakt nasunął aptekarzowi myśl o potędze autosugestii. Pan Emil Coue nie był bynajmniej ani materialistą, ani człowiekiem nieuczciwym, wprost przeciwnie, potraktował swoją pomyłkę jako wspaniały drogowskaz postępowania. Założył natychmiast klinikę i lecząc różnymi namiastkami i „symulantami”, zrobił karierę. Objeżdżał przy tym całą prowincję z odczytami. Traktował tę rzecz jako rewelacyjne kuriozum, wielce pożyteczne dla ludzkości. Hasłem jego postępowania było budzenie woli do życia. Pacjenci musieli wywołać w sobie wiarę, że czują się dobrze. We wczesnych stadiach chorobowych ta metoda dawała niezwykle dobre rezultaty, a pan Emil Coue cieszył się dobrą sławą.

czytaj więcej

Doktor Puharish i wyprawa do Brazylii

Arigo leczył bardzo rozmaicie. Przy doskonałej pamięci rozporządzał zestawem najrozmaitszych ziół, a także gotowych alopatycznych preparatów, obok własnej mieszaniny proszków. Nie miał w zwyczaju pytać chorego o dolegliwości. Nie lubił nawet, gdy mu coś podpowiadano. „Jestem zarażony trądem” – oznajmił mu kiedyś któryś z pacjentów, co go wielce obruszyło. – „Niech pan głowy nie zawraca. To żaden trąd, ma pan syfilis!”

czytaj więcej

Siedmio warstwowej anatomia człowieka

To powierzchowne zaznajomienie czytelnika z czakrami powinno tymczasem wystarczyć do wprowadzenia w dziedzinę refleksów, tu bowiem należy prawdopodobnie szukać wytłumaczenia wszystkich przedziwnych zjawisk, jakie dopiero w całej pełni odsłoni chińska metoda akupunktury, czyli igłoterapii. Rozpatrując czakry widzieliśmy, że najwyższe aspiracje naszej jaźni synchronizują bodźce umie- szczoTTeta-SZCzycie głowy i na szczycie… ogona, czyli na dwóch przeciwległych’anatomicznych biegunach. To samo występuje w akupunicEtrrzeWątrobę możemy leczyć nakłuciem palucha stopy, a płuca nakłuciem wielkiego palca dłoni. Gdzie Rzym, a gdzie K rym 7 Powróć i rn \ jeszcze do tego zjawiska nie raz i nie dwa, porównując ze sobą różne metody leczenia.

czytaj więcej

Pokrewieństwo psychiczne

Najlepszym, niezbitym dowodem istnienia jakiegoś psychicznego „dubletu” jest pokrewieństwo psychiczne, a nawet całkowita wzajemna zależność bliźniąt pochodzących z jednego jaja płodowego. Przykładów takiej spójni mamy bez liku, są stwierdzone komisyjnie przez wiele powag i autorytetów. Nie miejsce tutaj na ich wyliczanie, przytoczę jeden tylko, który w zupełności winien wystarczyć i przekonać. Oto w szwedzkim miasteczku Torsaaker żyli właśnie tacy bliźniacy. Gdy jeden z nich uległ ciężkiemu wypadkowi samochodowemu, drugi (który był daleko i nic o tym wypadku nie wiedział) dostał silnych bólów w miejscach poranienia brata, tak że musiała go wziąć do szpitala karetka pogotowia. Cierpiał tak długo, aż brat wyzdrowiał. Odtąd obaj mieli trudności w nauce -jeden z powodu doznanego urazu czaszki, drugi po prostu z psychicznej solidarności. Kiedy pierwszemu sprawiono okulary, drugiemu także wzrok się pogorszył. Podobny wypadek miał miejsce także w Gimnazjum im. H. Sienkiewicza we Lwowie, gdzie stwierdzono u bliźniaków identyczny proces myślenia i postępowania. Celem łatwiejszej kontroli w nauce rozsadzono ich jak najdalej od siebie. Nic nie pomogło. Wszystkie wypracowania i matematyczne zadania podobne były do siebie jak dwie krople wody. Błędy się powtarzały.

czytaj więcej

BARWY OCZU I DUSZY CZ. II

A zrodziło się to podobno na Węgrzech, gdzie zupełnie przypadkowo pewien chłopak zauważył w dużym oku złapanej sowy ciemną, bardzo wyraźną smugę w kształcie miotełki, która pojawiła się tam w chwili, gdy sowa złamała nogę. Zastanowiło to chłopca. Pielęgnując sowę, obserwował dalej zachodzące w jej dużym oku zmiany. Zauważył, że dziwna smuga z dnia na dzień coraz bardziej się kondensuje, a miotełka łączy się we wrzeciono. Po całkowitym zrośnięciu się nogi pozostała tylko czarna kreska na tęczówce oka.

czytaj więcej

UZDRAWIACZE CUDOWNI

Leczenie tak zwanym nakładaniem rąk jest zjawiskiem bardzo starym, ślady jego możemy znaleźć we wszystkich księgach mądrości całego świata, ale najpopularniejsze stało się w dobie średniowiecznego chrześcijaństwa, gdzie każdy mnich, każdy pustelnik usiłował tym sposobem leczyć wiernych bezpośrednio albo imieniem Chrystusa. Oczywiście, inspiracja wyszła od Jezusa, który nie tylko sam czynił cuda, ale wyraźnie nakazywał takie działanie swoim apostołom, którzy „wyganiali wiele demonów i wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali” {Ew. iw. Marka 6. 13). W owych czasach każde odchylenie od normy, psychiczne czy fizyczne, tłumaczone było działaniem szatana i dlatego wszelkie „nakładanie rąk” stawało się walką z szatanem. Jezus najczęściej kładł ręce na chorej części ciała, na oczach ślepca i uszach głuchego, ale w paru wypadkach uleczył na odległość (sługę centuriona) albo zwracał się po imieniu do złych mocy, nakazując opuszczenie chorego {Marek 9.25). Wszyscy naśladowcy Jezusa czynili swoje cuda w Jego imieniu, wiemy to z ich reguł lub pamiętników. Tak czynili pustelnicy: Paulinus, św. Ambroży, Makariusz z Aleksandrii, Pachomiusz i wielu innych. Nieraz te pasaże lecznicze były wyczerpujące i wymagały szczególnego skupienia. Sulpitius Sever opisuje, że zanim uzdrowił sparaliżowaną dziewczynkę. musiał się wpierw położyć krzyżem i odbyć dłuższą mo- dlitwę, później kazał podać olej, pobłogosławił go i wlał w usta pacjentki. Ta procedura z olejem wprowadzona została oficjalnie do egzorcyzmów i trwała do końca wieku czwartego. A w ogóle, czymże były tak zwane egzorcyzmy, jeżeli nie „nakładaniem rąk” w tej lub innej formie, z towarzyszeniem przepisanych formuł zaklęciowych, aby skutecznie zwalczyć szatana. Egzorcyzm bynajmniej nie wiąże się z chrześcijaństwem, gdyż, na ogół, Żydzi uważani byli przez Rzymian za magów i często wzywani do chorych. W wieku IV powstał specjalny urząd „egzorcystów” zatwierdzanych przez biskupów. Oni też nie tylko wypędzali diabła, ale i leczyli.

czytaj więcej

Kamienie lecznicze

Największymi propagatorami leczniczych kamieni byli gnostycy egipscy, a każdy kamień wiązał się u nich z prognozą gwiazd. Dobre zdrowie zależało od dobrej woli nieba. Zresztą żaden faraon i żaden król europejski nie ruszali na wyprawę wojenną bez uprzedniej porady astrologa, ba! najlżejszą nawet niedyspozycję tłumaczono sobie złą lub dobrą aurą. Tak było w starożytności, średniowieczu i później. Nauka nowoczesna odwróciła się od tych „przesądów”, a w każdym razie niepewnych i nie dowiedzionych prawd. Chociaż i dzisiaj lekarz chiński, stosując akupunkturę, spogląda na wyroki gwiazd. Medycyna zachodnia jednak, przejmując tę przedziwną metodę, z uśmiechem sceptycznym odrzuciła jej „zabobonną” podbudowę. Wpływ kamieni szlachetnych na zdrowie jesteśmy skłonni traktować jako fantazje. Kwitujemy to wszystko lekceważącym wzruszeniem ramion. A tymczasem… tymczasem dowiadujemy się oto rewelacyjnych, niespodziewanych na ten temat historii. Socjologowie angielscy naszego XX wieku: Joe Cooper i Allan Smithers wpadli na pomysł, aby wynotować z informatora „Who is Who” daty urodzenia aż 35 000 ludzi o rozmaitych zawodach: 16 000 wojskowych, 2300 pisarzy, 1618 muzyków, 1000 lekarzy itd. Ku swemu zdumieniu socjologowie ci stwierdzili, że większość zawodowych wojskowych urodziła się latem albo jesienią, podczas gdy lekarze na początku lata, aktorzy zaś i pisarze pod koniec lata. Tej prawidłowości nie zauważono już w stosunku do innych zawodów, takich jak: księża, sportowcy, poeci, tłumacze. Przeprowadzając dalej swoje badania, socjologowie angielscy porównywali osiągnięte przez siebie rezultaty z prognozami astrologów. Porównanie wykazało rewelacyjne podobieństwo. Okazało się, że według astrologicznych wskazówek żołnierze zawodowi rodzą się pod znakiem Lwa i Skorpiona, czyli właśnie późnym latem lub jesienią. Wiadomo też, że starożytni Egipcjanie rekrutowali żołnierzy spośród mężczyzn urodzonych wyłącznie pod tymi właśnie znakami. Prócz najnowszych odkryć Coopera i Smithersa przypomnieć tutaj warto dociekania francuskiego statystyka Michela Gauquelina, który od 20 lat studiuje związek, jaki według niego zachodzi pomiędzy godziną urodzin a pozycją planet na niebie. Twierdzi on, na przykład, że olbrzymia większość sławnych lekarzy i w ogóle uczonych rodzi się wówczas, gdy Mars zbliża się do Ziemi. Gauąuelin z całą stanowczością utrzymuje, że wybór zawodu uzależniony jest od zodiakalnych znaków. A więc sucha, bezstronna statystyka nowych czasów zaczyna płatać figla i mąci nasze racjonalne wyobrażenia. Świat się do góry nogami przewraca, biedny człowiek przestaje wiedzieć, w co ma ostatecznie wierzyć.

czytaj więcej

AKUPUNKTURA CZ. II

Przystępując do obiektywnego referowania owej staro- chińskiej filozofii, z której oczywiście początek wzięła i akupunktura, musimy zacząć od In i Jang – dwóch zasadniczych biegunów życia, znanych zresztą i z innych filozofii świata (Ormuzd-Aryman). Jang – to pierwiastek dobra, szczęścia, światła – uosobienie raju i nieba. Przeciwstawia się on złu, czyli ciemności i materializmowi ziemi. Odwieczna walka tych wrogich sobie a przeciwstawnych elementów wymaga zachowania równowagi i ta równowaga właśnie, ten wymagany bilans stanowi o zdrowiu.

czytaj więcej

Waleria Sikorzyna

Jakże inaczej wyglądały lecznicze seanse naszej sławnej psychicznej uzdrawiaczki, Walerii Sikorzyny. O niej warto pomówić dłużej, gdyż zasłużyła na to swoim życiem i sercem. Wielu przychodziło do niej nie dla leczenia okreso- wej choroby, tylko dla podniesienia ducha, rozwiązania problemu, ukojenia tęsknoty czy chandry. Taka była bowiem atmosfera tego domu. Życzliwość wyglądała z każdego kąta. Pani Waleria nie brała ani grosza, chociaż nie wiedziała nigdy, czy na obiad wystarczy. Ostatnio z tym było już lepiej, bo dzieci dorosły, a mąż był wielce troskliwy. Gdyby nie oni, kto wie, z czego by pani Waleria żyła. Ale nigdy nie myślała o tym. Tak jej nakazał kochany profesor Świtkowski, prezes Towarzystwa Metapsychicznego we Lwowie.

czytaj więcej

Wpływ kamieni na lecznictwo

Na zakończenie naszej gawędy o kamieniach warto może poświęcić słów parę ich królowi, bożyszczu kobiet – diamentowi. Dziwne się wydaje, ale prawdą jest, że żadne czary ani przesądy do tego kamienia nie przylgnęły. Nie leczy on żadnej choroby, jest samolubnym egoistą, snobem, indywidualistą. Podobno jedynie, tak mówi legenda, zanurzony w truciźnie, neutralizuje i unieszkodliwia takową. Może tak jest. Na wszelki wypadek, jako lekarz, wolę najpierw przepłukać pacjentowi żołądek.

czytaj więcej

Kuracja alkoholików hipnozą

Po telegraficznym przejrzeniu historii zastanówmy się bliżej nad istotą zagadnienia. Określenie hipnozy jako „snu” jest od podstaw fałszywe, stan ten bowiem różni się zasadniczo od snu, zachowując refleksy nerwowe. Poza tym pobudliwość i zdolność mięśni jest tu zwiększona. Zahipnotyzowany człowiek zdolny jest pokonać daleko większy opór, aniżeli człowiek normalny. To nie znaczy, by czerpał on silę gdzieś z zewnątrz, raczej wyzwalają się jej zapasy, z których normalnie się nie korzysta. Na przykład, zahipnotyzowane ciało potrafi zesztywnieć do tego stopnia, że utrzymuje się w powietrzu niby deska, oparte jedynie czołem i stopami na poręczach dwóch krzeseł. Cóż może być wspólnego pomiędzy snem a znieczuleniem miejscowym hipnozą? Albo: znieczulenie porodowe, dziś coraz częściej stosowane w chirurgii, nie potrzebuje wcale usypiać, tylko znosi odczucie bólów.

czytaj więcej