Anatomia ciała a anatomia człowieka cz. II

Słuchając wtedy jego słów na tle białych świątyń odbitych w falach Gangesu, pomyślałem: rzeczywiście, coraz częściej nowoczesna nauka staje wobec zagadnień, które laboratoryjnymi metodami nie dają się rozwiązać. Wówczas z pomocą podąża wzgardzana dotąd metapsychika z jej Wedami, jogami, Tybetem i wszelakimi mądrościami Chin. Jeszcze niedawno podobni im ludzie ginęli u nas na stosach, ale dziś nastawiamy ciekawe ucha, organizujemy nawet sympozja poświęcone parapsychice. Skądże nagle taka tolerancja, taka wyrozumiałość: czy się coś w świecie zmieniło? Może naprawdę ten materialny człowiek wcale nie jest taki materialny, tylko wielce złożony. Może naprawdę składa się z tych siedmiu elementów (planów), jak podają okultyści, i te plany wzajemnie się nakładają, przenikając się i współdziałając. Każdy plan ma też inne zadania oraz inne, dla siebie tylko dostępne, możliwości. Im jest subtelniejszy, tym mniej uchwytny dla oka. Rozpatrzmy tę sprawę, nie wchodząc w szczegóły. Przyjmijmy z góry, że tylko trzy z tych form „anatomicznych”, jako gruboziarniste, są najbardziej zbliżone do naszych form fizycznych, a więc mogą być jeszcze naszymi zmysłami, przy długoletnich ćwiczeniach woli i koncentracji, uchwytne. Różni autorzy poważnych dzieł okultystycznych lub jogistycznych autorytatywnie twierdzą, że wszystko widzą. Nie pozostaje więc nam nic innego, jak wierzyć im i wiarę naszą utwierdzać biofizycznymi doświadczeniami. Ostatnio wiedza nasza w tej dziedzinie takie zrobiła postępy, że niedaleka przyszłość zbliży to wszystko z całą pewnością do stopnia naukowego zrozumienia. Już dziś zresztą nie wolno przeczyć, że istnieją osobnicy obdarzeni jasnowidztwem i, co najciekawsze i najważniejsze, że wszyscy oni, porozsiewani po szerokim świecie, widzą i wiedzą zgodnie to samo. Nie ma żadnej rozbieżności. Ten fakt sam już daje chyba dostateczną podstawę do uznania psychoanatomii orientalnej człowieka, chociaż nie jesteśmy w stanie wykroić z niej niczego skalpelem. Wspólny klucz do wielkiej prawdy musi być jednak znaleziony. Przeżywamy obecnie okres wielkich przeobrażeń. Okres wielkich odkryć.

czytaj więcej

Budowa naszego ciała

Wróćmy do przerwanych rozważań na temat budowy naszego ciała. Metafizyczną anatomię człowieka, przynajmniej pierwsze trzy jej plany, udowodniono niezliczoną ilością eksperymentów wizualnych, w których w różnym czasie i w rozmaitych punktach ziemi, bez kontaktowania się ze sobą, różni jasnowidzowie, jogowie i spirytyści widzieli i notowali identyczne zjawiska, ustalając tym samym różne składniki budowy człowieka.

czytaj więcej

Anatomia ciała a anatomia człowieka

Kiedy nie było na wsi tych wszystkich pomocniczych laboratoriów ani EKG ani rentgena, najprzeciętniejszy ko- nował z pierwszej lepszej prowincjonalnej pipidówki łamał sobie głowę nad samodzielnym postawieniem trafnej diagnozy, zestawiał w myśli symptomy choroby z atmosferą otoczenia i osobistymi problemami pacjenta. Z chwilą wynalezienia tych wszystkich ułatwień, udoskonaleń i specjalizacji dzisiejsi lekarze rozczłonkowują, rozproszkowują chorego, posyłając go z kartkami do przeróżnych oddziałów, gdzie oglądają mu wyłącznie oko lub wyłącznie ucho i nic a nic ich nie obchodzi wówczas wątroba, albo odwrotnie: macają pacjentowi wątrobę bez zwracania uwagi na ucho. W rezultacie napływają bezduszne, zmechanizowane odpowiedzi wraz ze zleceniem, co lekarz ma robić. Idąc tą drogą, lekarz już wówczas nie potrzebuje widzieć oczu pa- cjenta, skoro okulista je zbadał i wydał opinię. Symbolem takiego stosunku do pacjenta stał się wynaleziony ostatnio komputer diagnostyczny, który na podstawie kartek z symptomami choroby wypluwa ze swojej metalowej gardzieli diagnozę wraz ze zleceniem terapeutycznego postępowania. Taka to jest rzeczywistość dzisiejszej służby zdrowia. Może i miał rację ów jog u stóp Himalajów, który mówił mi, że pacjentem winien być Człowiek, a nie tylko jego ciało.

czytaj więcej

Towarzystwo Różdżkarzy w Londynie

Te moje diagnozy, stawiane za pomocą mikroskopowych szkieł, stanowiły pewnego rodzaju rewelację w świecie radiestezji i były demonstrowane przeze mnie na zebraniu Towarzystwa Różdżkarzy w Londynie. Wojenna zawierucha i wyjazd mój do Brazylii przerwały dalszy postęp na tej drodze. Podając powyższe jako osobiście doświadczone kuriozum, zastanawiam się razem z czytelnikami, dlaczego pendulum staje się wrażliwe na promieniowanie swoiste jakiejś mikrusowej bakterii lub pasożyta, a nie reaguje, dajmy na to, na promieniowanie ciałek czerwonych lub białych albo tkanki włóknistej lub limfy tego samego preparatu. A może znowu mamy tu do czynienia z naszym podświadomym pytaniem: o jaką tu tropikalną chorobę chodzi? – na co otrzymamy odpowiedź drogą promieni „mentalnych”, pomijając wszelkie promieniowanie lokalne. Rzeczywiście, jest to dziedzina tak zawiła i tak nieprawdopodobnie daleka od logicznych tłumaczeń, że lepiej pozostańmy tymczasem ślepi i przyjmujmy fakty z rozdziawioną buzią, jak ciekawe świata maleńkie bobo. No bo łatwo się zgodzić, a nawet już dziś udowodnić istnienie kontaktu pomiędzy biopolem człowieka a promieniowaniem otoczenia i podłoża, ale trudniej jest zrozumieć i wytłumaczyć reakcję pendulum na zadawane w wolną przestrzeń pytania. Na papierku wypisano wiele nazw chorób lub narządów i oto nasze pendulum zatrzymuje się nad którąś z nich, wyczyniając odpowiednie do umówionego kodu ruchy. Dlaczego? Czy wypisane na kartce słowo „wątroba” albo „nerka” wydzielają inne magnetyczne pola? Wszakże nie do pomyślenia jest, aby to bezduszne skupisko napisanych liter potrafiło poruszyć ciężarek pendulum. Nie. Raczej winniśmy tu myśleć o jakichś rozumnych, nadzmysłowych czynnikach, że nie mają one własnego organu porozumiewawczego na danej płaszczyźnie i korzystają z umownego kodu. Mimo woli nasuwa się tutaj nieco może humorystycznie brzmiące porównanie. (Wiem, że spotkają mnie ze strony fanatycznych radiestetów gromy oburzenia.) Przytoczę je tu jako przykład. Ciekawa to i unikalna historia, warta poważnego wglądu. Oto pewnego razu pani X stała ze swoim pieskiem przed furtką swojego ogrodu. Mijała ją właśnie jakaś młoda mamusia, pchająca przed sobą wózek z małym chłopakiem. Pani X pochyliła się nad wózkiem, pytając głośno: który rok kończysz, mój synku? Odpowiedzi nie było. Zażenowana mamusia wyjaśniła szybko, że synek jeszcze nie potrafi mówić. Pani X uparcie powtórzyła swoje pytanie: powiedz no, ile masz latek? W odpowiedzi nastąpiły trzy wyraźne szczeknięcia małego pieska u nóg… Obie panie wybuchły śmiechem. A to dobry kawał! – krzyknęła młoda mamusia – wszakże mój synek naprawdę ukończył trzy latka.

czytaj więcej

Odkrycie profesora Kirliana

Do czasu wielkiego odkrycia profesora Kirliana pojęcie siły życiowej (prany) tkwiło w strefie metapsychiki i dopiero jego ekran, a następnie szybki postęp kolorowej fotografii, sprowadziły te zjawiska na płaszczyznę realnych już i laboratoryjnych badań. Dziś mamy mnóstwo doskonałych zdjęć aury, jak chociażby przytoczony w ilustracjach liść w stanie zdrowym, a następnie ten sam liść z „krwawiącym” ubytkiem. Tak sprawa wygląda, jeśli chodzi o stronę wizualną, ale przed rokiem 1935 nikomu nie przyszło na myśl, aby tę emanującą siłę życiową zmierzyć. Wziął się do tego z prawdziwą pasją odkrywcy profesor Harold Saxton Burr z uniwersytetu Yale (USA). Rozpoczął swoje eksperymenty w asyście dr. F.S.C. Northa w swojej klinice ginekologiczno- -położniczej, a rezultat opublikował w artykule Elektrodynamika teorii życia. Odtąd, pracując bez wytchnienia, dążyli ci dwaj naukowcy do możliwie precyzyjnego wy subtelnienia swoich narzędzi, a wynikami pracy dzielili się ze społeczeństwem na łamach różnych mało znanych i mało chodliwych pism, dlatego pewnie rewelacyjne ich odkrycia wciąż spoczywały w cieniu. Zresztą może wyszło to na dobre, inni bowiem pionierzy w tejże lekarskiej dziedzinie narażali się na przykre opory, a nawet prześladowania ze strony ortodoksyjnych kolegów. Najlepszym przykładem może być praca profesora Pasteura albo Listera, którzy stracili renomę i narazili się na różne szykany jedynie z powodu stwierdzenia, że bakterie stanowią najgroźniejsze zło życia. A kiedy jeden z ich uczniów zjawił się we Francji z radosną nowiną o wielkim wynalazku, ledwie uniknął śmierci przez zlinczowanie. Fakt stał się jednak faktem: ta jakaś niewidoczna siła witalna może być mierzona subtelnym woltometrem.

czytaj więcej

Czesław Klimuszko – opis

Powtarzam, takich i tym podobnych przykładów można przytaczać bez liku i bez końca, ale cóż z tego, ludziom nauki nie wystarczą one za dowód. Potrzebne są protokoły licznych autorytetów, a tych przecież w danej chwili nie było.

czytaj więcej

Hipnoza kryminalna cz. III

Na podstawie tych i innych prawdziwych przypadków, w których zbrodniarz okazał się jedynie ofiarą, a nie rzeczywistym zbrodniarzem, zaczęto eksperymentować, wywołując sztucznie rozmaite kolizje z prawem. Tak na przykład lekarz wojskowy dr Watkins opublikował swoje bardzo ciekawe spostrzeżenia w „Journal of Abnormal and Social Psychology” (London, Vol. XLII: 1947 r.). Wezwał on mianowicie któregoś dnia kaprala X, cieszącego się nieskazitelną opinią prawego i dzielnego żołnierza, aby spróbować wydobyć od niego drogą hipnozy jakieś tajne informacje. Kapral został uśpiony i otrzymał tak zwane pohipnotyczne zlecenie, polegające na tym, iż każdorazowo, gdy hipnotyzer wręczy mu żółty ołówek, on zapadnie w głęboki sen. Po rozbudzeniu się nastąpiła poniższa rozmowa:

czytaj więcej

Łożysko płodowe i jego rola

Stosunkowo niedawno świat lekarski zwrócił uwagę na rolę, jaką odgrywa w rozwoju żywego organizmu placenta, czyli łożysko płodowe. Musi ono zawierać w sobie jakieś właściwości nadzwyczajne, skoro przez 9 miesięcy w nim się koncentruje cała siła odżywcza i wytwórcza nowo powstającego tworu. Najnowsze badania laboratoryjne wykazały, że placenta właściwie jest multihormonowym gruczołem, wydzielającym wszystkie substancje, jakich płód potrzebuje do swojego rozwoju. Placenta także wydziela samodzielnie antybakteryjne czynniki, chroniące płód przed zakażeniem. Placenta przeciwdziała wszelkim szkodliwym dla zdrowia czynnikom, ale tylko tym, które normalnie występują w naturze. Funkcjonalność placenty nie jest przygotowana i dostosowana do zwalczania trucizn wytwarzanych sztucznie przez przemysł, takich jak narkotyki, alkohol, nikotyna. Tych elementów nie mogła przewidzieć pierwotna matka – natura w chwili tworzenia. Te więc czynniki, trafiając w okresie ciąży do krwi matki, nie są zatrzymywane przez mądre skądinąd sito placenty i przechodzą do krwi płodu. Po raz pierwszy użyto placenty jako środka leczniczego w wypadku chirurgii urazowej w Italii. Przekonano się, że tkanka placenty wszczepiona bezpośrednio w ciało chorego, bez względu na jej umiejscowienie, znakomicie goi rany. Zaczęto eksperymentować, wkładając kawałki placenty w nie gojące się przetoki ropne skutek był fenomenalny. Wkrótce przemysł farmaceutyczny wprowadził zastrzyki z wyciągu placenty. Zauważono pod ich wpływem wzmożoną akcję regeneracyjną tkanki. Zastrzyki te, stosowane podskórnie, pobudzają martwe komórki, jednym słowem działają odmładzająco. Kuracja taka zyskała wzięcie w geriatrii. Dr J.S. stosuje ją szeroko.

czytaj więcej

Skład naszego ciała

Jak wiemy, ciało nasze składa się przede wszystkim z wodoru i tlenu, stanowi to 88,5%. Węgiel i azot dopełniają wartości do 99,4%. Dotąd nie ustalono jeszcze na pewno, które ze znanych nam dzisiaj pierwiastków wchodzą w skład żywego organizmu i które są absolutnie do egzystencji niezbędne. Jedno należy stwierdzić, że prócz wodoru, węgla, tlenu i azotu na całą resztę naszego budulca przypada tylko 0,6%. Wyszukiwaniem tych nieznanych pierwiastków zajmuje się Narodowy Instytut Zdrowia w Kalifornii (National Institute of Health in California), duszą zaś tego Instytutu jest profesor Klaus Schwarz. Studia nad tym problemem wymagają precyzyjnej i kosztownej aparatury, dlatego nie każdy instytut biologii może sobie na to pozwolić. Te składniki naszego organizmu, stanowiące 0,6%, nazywamy „śladowymi”, jako że ich istnienie można stwierdzić jedynie śladem. My tu rozpatrzymy parę z nich, ostatnio odkrytych. Tak na przykład selen, pomimo znikomej ilości, odgrywa zdaje się olbrzymią i ważną rolę w przeciwdziałaniu zmianom degeneracyjnym wątroby, a także w zaniku mięśni. Dość dla przykładu powiedzieć, że jedna tylko cząstka selenu dodana do 10 milionów części pokarmu szczura wykazującego degenerację wątroby momentalnie powstrzymu- je stan patologiczny, przywracając normę. Także wiadome jest, że do prawidłowego uzębienia, zwłaszcza do mineralizacji zębów, niezbędny jest fluor i wanad, w proporcji 1 na milion. Do prawidłowego wzrostu potrzebna jest cyna w ilości 2 części na milion.

czytaj więcej

Leczenie barwami

Podziwiamy tęczę słoneczną, przyglądamy się odbiciu kryształu, nie zdając sobie sprawy z ogromu mądrości, jaką otwiera przed nami ta siedmiokolorowa księga. Nie zastanawiamy się, co znaczą te barwy w naszym życiu, jaki może być ich wpływ. Tymczasem każda z tych barw inaczej oddziałuje, inne ma przeznaczenie. Tyle lat już minęło od powstania ludzkości, a ta wielka, niebosiężna księga, rozkładana po każdym deszczu niby staroegipski papirus, leży dotąd nie odczytana, oczekując swojego Champolliona. Cóż za potęga zawarta jest w tych tęczowych promieniach słońca, skoro one właśnie powołują i one utrzymują przy życiu cały wegetatywny świat. W latach ostatnich skonstruowano, jak wiemy, wiele motorów poruszanych jedynie energią słonecznego naświetlenia, do nich przecie należy słynny Łunochod księżycowy. Te same promienie utrzymują nas przy życiu, a skoro ich tęczowa księga tak szczerze i otwarcie od wieków nam ukazuje siedem swoich barw, w nich musimy szukać przede wszystkim zróżnicowanych wpływów na otoczenie. Baczna obserwacja i skrupulatna analiza doprowadzi nas do rewelacyjnych odkryć. Tych odkryć dokonało już wielu ludzi na Zachodzie, a wśród nich kilku dyplomowanych doktorów medycyny. Okazuje się, że umiejętnym zadziałaniem barw na pewne określone organy ludzkie możemy je i,łrzymywać w równowadze, a nawet leczyć. Jaką drogą? Jaką metodą? Rzecz skomplikowana. Cztery drogi prowadzą do tego:

czytaj więcej

Punkty refleksu

Akupunktura w życiu codziennym sprawia jednak wiele kłopotów, wymaga bowiem nie tylko przygotowania odpowiednich igieł i sterylizacji, ale przede wszystkim bardzo dokładnej znajomości anatomii, punktów nakłucia i mechaniki zabiegów. Dlatego pewnie umysł niektórych naukowców poszedł w kierunku uproszczenia tej akcji leczniczej, czyli zastąpienia precyzyjnych nakłuć zwyczajnym uciskiem palca lub skoncentrowanym masażem kolistym. Takie właśnie porady praktyczne można znaleźć w podręczniku dr. medycyny Rogera Daleta, wydanym w Paryżu. W książce tej, napisanej na podstawie wieloletnich obserwacji i doświadczeń, autor podaje bogatą listę punktów uciskowych,

czytaj więcej

Staropolskie bańki do odmładzania odumarłych tkanek

Pierwotnie, oczywiście, nie były to ślicznie wydmuchane ze szkła szklaneczki, tylko po prostu ostre koniuszki rogów renifera czy kozła. Dziś w świecie cywilizacji, a więc i w medycynie nowoczesnej, metoda stawiania baniek do tego stopnia już zanikła, że angielski autor książki Alternative Medicine, Donald Law, nigdy o niej nie słyszał i ze zdumieniem oglądał pięknie rzeźbione rożki reniferów w północnej Karelii, dowiadując się od miejscowych ludzi, że stosowane one były i są do dzisiaj skuteczne w leczeniu zapalenia płuc, a także bólów głowy czy zębów, nadmiernego ciśnienia krwi, wszelkich owrzodzeń i tym podobnych dolegliwości. Mr Law przypisuje te dziwy jedynie Finom, podczas gdy w szpitalnictwie angielskim bańki, aczkolwiek mniej popularne niż u nas w Polsce, są doskonale znane i czasami zalecane przez ortodoksyjnych lekarzy. Bańki, jak wszyscy wiemy, bywają „suche”, czyli bez nacięcia skóry, i „mokre” z jej nacięciem. Mister Law podaje jako kuriozum, że podobno gdzieś na zapadłych wysepkach greckich bańki takie są spotykane. Niech wolno mi będzie w tym miejscu z szacunkiem pochylić głowę przed tą może „zacofaną”, ale jakże skuteczną metodą lecznictwa. W Finlandii ponoć bańki są często stosowane w saunach, wygląda to wielce prawdopodobnie i logicznie. Wyobrazić sobie łatwo, jak tam one skutecznie „naciągają”.

czytaj więcej

KRĘGARSTWO, CZYLI CHIROPEDIA

Jak sama nazwa mówi, kręgarstwo zajmuje się prawidłowym ustawianiem kręgów w kręgosłupie i chorobami wynikłymi z powodu dyslokacji tych kręgów. Ślady zainteresowania się tym problemem znajdziemy bez trudu we wszystkich najstarszych medycynach, z Chinami i Wedami Indii włącznie. Ale ojcem chiropedii w bliższym nam świecie uznać chyba należy Daniela Dawida Palmera – Amerykanina anglo-niemieckiego pochodzenia. Był to człowiek, a raczej duch niespokojny, wiecznie, szukający czegoś nowego. Najpierw pod wpływem ówczesnej sławy Pawła Kastera zaczął leczyć magnesem, później trafił pod wpływ mesmerowskiego zwierzęcego magnetyzmu i przez 10 lat praktykował z wielkim powodzeniem, aż pewnego dnia zjawił się u niego pacjent prawie całkiem głuchy. Palmer rozłożył bezradnie ramiona i chciał go juz odprawić z niczym, gdy wiedziony jakimś instynktem zatrzymał go na dłuższą konferencję, która naprowadziła go na pewną nową myśl. Okazało się, że głuchota nastąpiła po urazie. Pacjent był budowniczym i podczas pracy spadła mu na kark belka. Palmer jął badać palpitacyjnie kręgi szyjne i znalazł wyraźną dyslokację. Zastosował energiczny i silny rękoczyn, w którym odczuł chrobot wracającego na miejsce kręgu. Po paru dniach pacjent wrócił z radosną wieścią, że odzyskał słuch. Ten przypadek zachęcił Palmera do studiów praktycznych nad budową kośćca i jego patologią. Praca ta przyniosła mu sławę. Została po nim Palmerowska szkoła. Jeden z uczniów, profesor internista z kliniki uniwersytetu w Aarhus (Dania), dr Paweł Bechgaard opublikował bardzo ciekawą i unikalną pracę o leczeniu głuchoty manipulacyjnymi masażami kręgów szyjnych (Nordi.sk Medicin, June 6, 1963). Wyrażał on pogląd, że głuchotę często powoduje złe ukrwienie z racji ucisku na nerw sympatyczny przy ujściu jego z otworu między- kręgowego. Mimo że Palmer nie był dyplomowanym lekarzem, w swej książce, wydanej w roku 1910, wykazuje głęboką znajomość nie tylko układu kostnego, ale i powiązań fizjologicznych całego organizmu z systemem nerwowym. Już sam tytuł książki: Science and Art and Phito- sophy of Chiropractice mówi o głębokim, wnikliwym i wyczerpującym podejściu do tematu: Sztuka i filozofia praktyki kręgarstwa. A więc nie jest to tylko bezmyślne, automatyczne nastawianie kości. Palmer rozumie, że funkcjonalność organizmu żywego jest idealnie sprzęgnięta z jakąś, jak on to nazwał, „wrodzoną inteligencją” i że naruszenie tej więzi przez głupią pozornie dyslokację, uciskającą na bardzo istotny i ważny nerw życiowy, może być w konsekwencji poważną katastrofą. To właśnie poważne i naukowe ujęcie kręgarstwa jako kierunku lecznictwa stanowi główną zasługę Palmera.

czytaj więcej