Placówka dr. Bacha

Gdy się przegląda to dziwne vademécum, nasuwają się mimo woli liczne pytania, ale cóż, odpowiedzi nie będzie. Główny wynalazca tej diagnostycznej metody już od roku 1936 nie żyje. W każdym razie jak jest, tak jest. Tymczasem liczne rzesze uleczonych kwiatami pacjentów ślą dziękczynne listy do Centrum Leczniczego Doktora Bacha w Mont Vernon, Sotwell, Wallingford, Berkshire U.K.

Placówka dr. Bacha prosperuje świetnie i rozwija się dalej. Nie ma zakątka w Anglii, gdzie by tej metody lecznictwa kwiatowego nie znali. Kwiaty i tylko kwiaty! Czyż nie romantyczna idea? Pomyśleć tylko, ile dobrego zdolne są uczynić nawet inne, nie uwzględnione przez doktora Bacha, kwiaty!

Przejrzyjmy chociaż pobieżnie historię lecznictwa, którego najstarszą formą rzeczywiście były zioła i korzonki. Wszystkie zwierzęta, niekoniecznie nawet jarosze, od czasu do czasu zbierają i spożywają trawy, które są im w tej chwili potrzebne. Takie właśnie postępowanie możemy zaobserwować u naszych psich pupilów. Należy przypuszczać, że i pierwotny człowiek musiał posiadać podobny instynkt samoobrony przed bólem i przeziębieniem. Szukał on odpowiednich liści i korzonków, a nawet, nie będąc w stanie karmić nimi swych niemowląt, zawieszał im te wybrane leki na szyi lub na kończynach. Stąd wzięły swój początek przeróżne wisiorki i naszyjniki. Większość roślin używało się z powodu ich leczniczych wartości, ale były też wśród nich inne, przeznaczone do wypędzania diabła. Uprzytomnijmy bowiem sobie fakt, że przez dłuższy czas, na pewno przez całe średniowiecze, pokutowało w „cywilizowanej” Europie przekonanie, że choroby pochodzą od diabła. Stara to wiara, sięgająca aż Babilonu, tylko że tam najczęściej używano tych ziół w formie oczyszczającej domieszki do antyszatań- skiej lewatywy.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>