RADIESTEZJA – CUDOTWÓRCZYNI CZ. II

Jak już wspomnieliśmy w pierwszym rozdziale, wszechświat wypełnia multum różnych promieni, ale nie będziemy ich w niniejszej książce rozpatrywać. Zajmiemy się tutaj jedynie dwoma ich rodzajami: promieniowaniem „podstawowym” i „mentalnym”.

Wprawdzie istnienia wzajemnego kontaktu pomiędzy podłożem a biodynamicznym ładunkiem człowieka dotąd żadnym najczulszym aparatem nie zanotowaliśmy, tym niemniej zdobycze realne radiestetów, ich fenomenalnie ciekawe i niczym nie wytłumaczone odkrycia w terenie nie mogą być zlekceważone. Tu nie wolno odejść, prychając pogardliwie nosem, ani nazwać tego, co widzimy, oszustwem. Pozostaje nam jedynie ta alternatywa: me wierząc, przyjąć fakt, którego logiczne wytłumaczenie nastąpi kiedyś… potem. Albo wierząc, zaliczyć wszystko do „cudów”. Innego wyjścia nie widzę. Nie istnieją kontrargumenty, przyjdą one z czasem. Ale raczej chyba przyjdzie… nowe zrozumienie.

Już powiedzieliśmy, że dawna różdżka, czyli gałązka leszczyny z dwoma odgałęzieniami, zastąpiona została w radiestezji przez ciężarek popularnie zwany pendulum, zrobiony obojętnie z czego. U spodu takiego nowoczesnego pen- dulum zwisa czasami krótki łańcuszek, który rysując linie na papierze, dokładniej określa kierunek oscylacji.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>