SIŁA WODY CZ. II

Ojcem współczesnego nam wodolecznictwa należy uznać Wincentego Priessnitza, obywatela niemieckiego, działającego na początku wieku XIX. On to wynalazł natrysk i od jego nazwiska pochodzi popularna nazwa „prysznic”. Te natryski rozwinął dopiero i próbował później naukowo i logicznie jakoś uzasadnić niemiecki ksiądz Kneipp. Natomiast w Afryce Południowej w tymże mniej więcej czasie niejaki Stanley Lief zapoczątkował sanatoria wodolecznicze już w pełnym słowa tego znaczeniu. Obowiązywała w nich ostra dyscyplina ćwiczeń łącznie z jarzynową dietą, jednym słowem, coś w rodzaju naszego zakładu doktora Tarnawskiego w Kosowie przed wojną. Ale podkreślam, dr Żniniewicz jako pierwszy zróżnicował szczegółowo swoje wodne zabiegi, dostosowując je do poszczególnych przypadków chorobowych i usystematyzował metodę ich stosowania. On pierwszy zwrócił uwagę na odczyn punktów nerwowych drogą refleksów oraz możliwość kierowania nimi w wodolecznictwie. On też, drogą eksperymentów przeważnie stosowanych na samym sobie, doszedł do wniosku, że wszystkie czynności ciała i jego stan zdrowotny zależą przede wszystkim od równowagi systemu neuropsychicznego. Ten fakt na przełomie wieku XIX i XX nie był jeszcze ustalony. Dr Żniniewicz rzucił hasło, aby chory narząd leczony był nie bezpośrednio, lecz drogą oddziaływania na ogólny metabolizm. Jedynie zbalansowanie systemu mózgowo-rdzeniowego i wegetatywnego może dać zdrowie. A tego właśnie potrafi dokonać woda. Dr Żniniewicz zwrócił też uwagę na niebezpieczeństwo płynące z nierozważnego, lekkomyślnego mycia się, które powtarzane codziennie staje się, dzięki swojej częstotliwości i systematyczności, czynnikiem silnie oddziałującym na samopoczucie. Trudno w to uwierzyć, ale postępowanie nasze przy tej codziennej czynności może stać się mimowolnym powodem bezsenności, a nawet chronicznych bólów głowy. Tym samym można tłumaczyć choroby wieńcowe serca oraz wszelkie nerwice, a także zmiany ciśnienia krwi. Zwróćmy uwagę, że nerwicowe bóle głowy, a także zaburzenia w procesie snu są prawie wyłącznie domeną kobiet, gdyż one to przede wszystkim, oszczędzając fryzurę, nie moczą owłosionej części głowy, a przez to rozładowują stale i codziennie mózg, stwarzając jego ane- mizację. Dr Żniniewicz na podstawie własnych obserwacji przywiązuje ogromną wagę do tych naszych pozornie niewinnych, powszednich ablucji. Twierdzi on, że stopień wrażliwości bywa różny, a przez nieodpowiednie moczenie jednej części ciała z pominięciem innej może przynieść niepowetowane szkody w różnych narządach, wprowadzając artretyzm, reumatyzm lub silną anemię. Najżywiej reagują na wszelkie zewnętrzne bodźce nasze skórne zakończenia nerwowe najlepszym tego dowodem jest podrażnienie pęcherza moczowego i cewki przy myciu zimną wodą rąk lub twarzy. Pozorne uczucie orzeźwienia lub przyjemne „ogrzanie się” bezpośrednio po zimnej kąpieli jest tylko chwilowym złudzeniem, które w następstwie łatwo się przeobraża w uczulenie lub ziąb. Jeszcze gorzej, gdy w kąpieli, pomijając głowę, zamoczymy tylko kark, wówczas wszystkie wymienione powyżej objawy wystąpią gwałtowniej i szybciej. Tacy ludzie wpadają łatwo w depresję, niewytłumaczony lęk, apatię i przemęczenie. Dr Żniniewicz twierdzi, że powodem takiego stanu nie jest jedynie odpływ krwi od mózgu, ale odpływ jakiejś nieznanej jeszcze „energii życiowej”, co by zgadzało się z hipotezami wszystkich filozofii i medycyn Wschodu.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>