Staropolskie bańki do odmładzania odumarłych tkanek

Pierwotnie, oczywiście, nie były to ślicznie wydmuchane ze szkła szklaneczki, tylko po prostu ostre koniuszki rogów renifera czy kozła. Dziś w świecie cywilizacji, a więc i w medycynie nowoczesnej, metoda stawiania baniek do tego stopnia już zanikła, że angielski autor książki Alternative Medicine, Donald Law, nigdy o niej nie słyszał i ze zdumieniem oglądał pięknie rzeźbione rożki reniferów w północnej Karelii, dowiadując się od miejscowych ludzi, że stosowane one były i są do dzisiaj skuteczne w leczeniu zapalenia płuc, a także bólów głowy czy zębów, nadmiernego ciśnienia krwi, wszelkich owrzodzeń i tym podobnych dolegliwości. Mr Law przypisuje te dziwy jedynie Finom, podczas gdy w szpitalnictwie angielskim bańki, aczkolwiek mniej popularne niż u nas w Polsce, są doskonale znane i czasami zalecane przez ortodoksyjnych lekarzy. Bańki, jak wszyscy wiemy, bywają „suche”, czyli bez nacięcia skóry, i „mokre” z jej nacięciem. Mister Law podaje jako kuriozum, że podobno gdzieś na zapadłych wysepkach greckich bańki takie są spotykane. Niech wolno mi będzie w tym miejscu z szacunkiem pochylić głowę przed tą może „zacofaną”, ale jakże skuteczną metodą lecznictwa. W Finlandii ponoć bańki są często stosowane w saunach, wygląda to wielce prawdopodobnie i logicznie. Wyobrazić sobie łatwo, jak tam one skutecznie „naciągają”.

Wróćmy jeszcze na moment od naszych kochanych staropolskich baniek do odmładzania odumarłych już tkanek drogą wstrzykiwania nowych, świeżych komórek. Jak widzieliśmy, stosował to Carell, stosował profesor Niehens, a teraz dajmy głos naszemu rodakowi, docentowi Markowi Dąbrowskiemu – kierownikowi Pracowni Immunologii Komórkowej Instytutu Chorób Zakaźnych w Warszawie. Operuje on od dwóch lat wytworzonym przez „Polfę” wyciągiem z grasicy, który to lek ma nosić w handlu nazwę: ,,TFX”. Wyciąg ten wykrył dr Alen Goldstein (USA), a u nas zainicjował prof. Julian Aleksandrowicz. Prawie jednocześnie tu i tam rozpoczęły się próby i doświadcze- nia. Ale cóż to za twór ta jakaś „grasica”? Mało się o niej słyszało. Jaka jej funkcja? Wstydzę się – mało wiem. Cała ta dziedzina tak zwanych „Gruczołów Dokrewnych” była i jest „Terrą Incognitą”. Najlepszym tego dowodem jest właśnie ostatnie odkrycie. Okazało się, że ten mały, malusieńki, zaledwie pięciocentymetrowy, schowany za mostkiem gruczolik ma być Alfą i Omegą naszego organizmu. Nie darmo Grecy uważali, że w nim właśnie, a nie w żadnym sercu czy mózgu mieści się nasza dusza. Jeszcze dziwniejsze wydaje się to, że nasza Alfa – Omega czynna jest zaledwie do wieku dojrzewania, a później zamiera. Więc jakże z tą duszą? Czyżby dojrzały człowiek był bez duszy? Żarty na bok. Cóż wielkiego odkryto w tej grasicy? Oto jej limfocyty zwane tynocytami kierują naszymi białymi ciałkami, dając im dyrektywy, z kim mają walczyć. A więc z momentem zamierania grasicy stajemy się narażeni na przeróżne choroby wirusowe, ale przede wszystkim na stany zapalne tkanki nerwowej. Preparat „TFX” ma regenerować i wzmacniać akcję limfocytów. Pracownia Immunologiczna prowadzi doświadczenia na 180 pacjentach, będących dotychczas w stanie zwanym nieuleczalnym. Efekty wspaniałe. Już zaszło wiele „cudów”, np.: pacjentka z porażeniem całkowitym wszystkich kończyn po codziennych zastrzykach „TFX” zaczęła ruszać palcami, później dłońmi, a wreszcie zaczęła chodzić. Inny pacjent, przyjęty w stanie agonalnym, z porażeniem mięśni piersiowo-oddechowych, po trzech miesiącach kuracji wrócił do normalnego życia. Cudów coraz więcej, a z nimi i radości personelu lekarskiego! Są to wszakże idealiści – ludzie całą duszą oddani swoim dociekaniom. Dzięki tym pozytywnym wynikom zastrzyki wyciągu grasicy „TFX” będą wkrótce służyć dobru naszego społeczeństwa, już na szeroką skalę.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>