Towarzystwo Różdżkarzy w Londynie

Te moje diagnozy, stawiane za pomocą mikroskopowych szkieł, stanowiły pewnego rodzaju rewelację w świecie radiestezji i były demonstrowane przeze mnie na zebraniu Towarzystwa Różdżkarzy w Londynie. Wojenna zawierucha i wyjazd mój do Brazylii przerwały dalszy postęp na tej drodze. Podając powyższe jako osobiście doświadczone kuriozum, zastanawiam się razem z czytelnikami, dlaczego pendulum staje się wrażliwe na promieniowanie swoiste jakiejś mikrusowej bakterii lub pasożyta, a nie reaguje, dajmy na to, na promieniowanie ciałek czerwonych lub białych albo tkanki włóknistej lub limfy tego samego preparatu. A może znowu mamy tu do czynienia z naszym podświadomym pytaniem: o jaką tu tropikalną chorobę chodzi? – na co otrzymamy odpowiedź drogą promieni „mentalnych”, pomijając wszelkie promieniowanie lokalne. Rzeczywiście, jest to dziedzina tak zawiła i tak nieprawdopodobnie daleka od logicznych tłumaczeń, że lepiej pozostańmy tymczasem ślepi i przyjmujmy fakty z rozdziawioną buzią, jak ciekawe świata maleńkie bobo. No bo łatwo się zgodzić, a nawet już dziś udowodnić istnienie kontaktu pomiędzy biopolem człowieka a promieniowaniem otoczenia i podłoża, ale trudniej jest zrozumieć i wytłumaczyć reakcję pendulum na zadawane w wolną przestrzeń pytania. Na papierku wypisano wiele nazw chorób lub narządów i oto nasze pendulum zatrzymuje się nad którąś z nich, wyczyniając odpowiednie do umówionego kodu ruchy. Dlaczego? Czy wypisane na kartce słowo „wątroba” albo „nerka” wydzielają inne magnetyczne pola? Wszakże nie do pomyślenia jest, aby to bezduszne skupisko napisanych liter potrafiło poruszyć ciężarek pendulum. Nie. Raczej winniśmy tu myśleć o jakichś rozumnych, nadzmysłowych czynnikach, że nie mają one własnego organu porozumiewawczego na danej płaszczyźnie i korzystają z umownego kodu. Mimo woli nasuwa się tutaj nieco może humorystycznie brzmiące porównanie. (Wiem, że spotkają mnie ze strony fanatycznych radiestetów gromy oburzenia.) Przytoczę je tu jako przykład. Ciekawa to i unikalna historia, warta poważnego wglądu. Oto pewnego razu pani X stała ze swoim pieskiem przed furtką swojego ogrodu. Mijała ją właśnie jakaś młoda mamusia, pchająca przed sobą wózek z małym chłopakiem. Pani X pochyliła się nad wózkiem, pytając głośno: który rok kończysz, mój synku? Odpowiedzi nie było. Zażenowana mamusia wyjaśniła szybko, że synek jeszcze nie potrafi mówić. Pani X uparcie powtórzyła swoje pytanie: powiedz no, ile masz latek? W odpowiedzi nastąpiły trzy wyraźne szczeknięcia małego pieska u nóg… Obie panie wybuchły śmiechem. A to dobry kawał! – krzyknęła młoda mamusia – wszakże mój synek naprawdę ukończył trzy latka.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>