Uleczenie Franciszki Buzu

Kiedyś telewizja francuska zorganizowała dyskusję. Wzięli w niej udział specjaliści: psychiatra, kardiolog oraz trzy osoby „cudownie” uleczone. Starali się oni jak najobiektywniej i jak najotwarciej wytłumaczyć działanie uzdrawiające Lourdes. Najwięcej czasu poświęcono przypadkowi szesnastoletniej dziewczyny Franciszki Buzu, uleczonej całkowicie z nowotworu złośliwego. Pacjentka była przedtem badana przez różne autorytety medyczne. Diagnoza brzmiała: „Stan nieuleczalny, nowotwór złośliwy z licznymi przerzutami po całej jamie brzusznej”. A jednak dziewczyna wróciła z Lourdes zdrowiutka bez najmniejszych komplikacji.

Uleczenie Franciszki Buzu nie było czymś wyjątkowym, wprost przeciwnie – przypadki chorób nowotworowych stanowiły i stanowią gros uleczeń domagających się uznania za cudowne. Dlatego warto zastanowić się, czy mogą zaistnieć kiedykolwiek szanse na wytłumaczenie ich metodami dostępnymi dla nauki i logiki. Czy może mieć jakiś wpływ na genezę i śmierć nowotworów jakaś sugestia, autohipnoza lub promieniowanie otoczenia? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy zastanowić się nad istotą nowotworowego zjawiska. Skąd się ono bierze? Jak wiemy, wzrost każdego organizmu zależy przede wszystkim od rozmnażania się komórek. Dzielenie się, różniczkowanie komórek musi przebiegać programowo, co stanowi warunek sine qua non wszelkiej normy. Stąd logiczny wniosek: musi istnieć jakaś kontrola tego procesu. Jak dotąd mało o kontroli tej wiemy. Wiemy tylko, że szybkość rozrodcza zależy od rodzaju tkanki i jej potrzeb. Tak na przykład, komórki przewodu pokarmowego zużywają się szybciej, a więc i zdolność ich regeneracji jest bardzo wysoka. Odwrotnie się dzieje z mózgiem, którego komórki przez całe życie potrafią trwać bez zmiany. Najbardziej imponująco wygląda szybkość regeneracji tkanki zniszczonej gwałtownie (rana). To nas przekonuje szczególnie o konieczności istnienia jakiegoś czynnika kontrolującego. Dalej stwierdzono, że komórki wyrwane spod tej kontroli wpadają w chaos, rosną bezładnie, oderwane od otoczenia tracą kontakt i współpracę z macierzystą tkanką, stając się pasożytem mniej lub więcej szkodliwym. One mogą stać się nowotworem. Problem ten od dawna nurtuje umysły ludzkie, bijąc na alarm, ale jak dotąd mało skutecznie. Powstała cała lista różnych czynników chemicznych, które pobudzają do takiego patologicznego rozrostu komórek są to przede wszystkim olejki łupkowe lub mineralne barwniki używane w przemyśle, jak na przykład żółcień maślana, naftyloamina lub związki pirytowe, ale są to czynniki rzadko spotykane w życiu powszednim przeciętnego człowieka, a więc nie zagrażające społecznie i nie tłumaczące masowych zachorowań. Do takich właśnie rzadkich przypadków można zaliczyć raka kości, występującego u robotników pracujących przy malowaniu radem wskazówek zegarowych (aby świeciły). Rad jest metalem podobnym strukturalnie do wapnia i ma tendencję do odkładania się w kościach, stąd nowotwory. Ostatnio stwierdzono zły wpływ nikotyny. Statystyka wykazała większą za- chorowalność u nałogowych palaczy. Niektórzy dopatrują się także przyczyny w jakimś gatunku wirusów. Jednym słowem wiele, bardzo wiele czynników rakotwórczych odkryto i nadal odkrywa się, ale to wszystko nie tłumaczy genezy. Wciąż jesteśmy w gęstym lesie. Tym bardziej interesują one nas z punktu widzenia „cudów” w Lourdes. Aby je wyjaśnić, inną winniśmy obrać drogę.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>