UZDRAWIACZE CUDOWNI CZ. II

Stopniowo zbliżamy się do „cudów”, czyli do dziedzin niepojętych, których wyjaśnienia, jak dotąd, boimy się. Radiestezja usiłuje udowodnić, że najbardziej nielogiczne zjawiska tłumaczą się promieniowaniem jakiejś nieznanej, ale najzupełniej realnej, może jeszcze niedostatecznie poznanej energii. Trzeba więc tymczasem wierzyć. Cóż nam innego pozostaje? Trzeba wierzyć, że światy wzajemnie się przenikają i nasze „ja” duchowe istnieje, tylko w innej płaszczyźnie. Nic nie ginie we wszechświecie, a więc i my nie giniemy.

Dużo mówiliśmy o „sile życiowej”, o „magnetyzmie zwierzęcym”, o „promieniującej pranie”, nie doszliśmy jednak do żadnej ścisłej definicji. Dalej błądzimy w niewiadomej. Pogódźmy się więc z tym, co stwierdzone zostało tysiącami protokołów, że istnieją ludzie obdarzeni nadprzyrodzoną siłą i obojętnie, jak my ją nazwiemy. Faktem jest, że tą siłą, tymi promieniami, tym fluidem obdzielają oni chorych. I co jest ciekawe i warte podkreślenia, że jednostki obdarzone tą nadprzyrodzoną siłą wcale nie należą do świata intelektualistów o jakichś wybitnych osiągnięciach psychoduchowych. Wprost przeciwnie, są to zwykle ludzie przeciętni, niczym nie wyróżniający się z otoczenia. Mówiliśmy już, że w tolerancyjnej i postępowej Anglii świat lekarski przestał zwalczać te fenomeny. Wręcz odwrotnie. pozwolił nawet korzystać z pomocy tak zwanych healerów, czyli w dosłownym tłumaczeniu – uzdrawiaczy. U nas nazwano by takiego pogardliwym mianem „znachor” i natychmiast, w myśl tych lub innych paragrafów, wytoczono by przeciw niemu proces.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>